Grecka opowieść

komentarze 4

Dawno tu nie pisałam, bo byłam na wakacjach.

Niestety, tylko tydzień.., ale lepszy rydz niż nic 🙂

To był mój pierwszy pobyt w Grecji.

Byłam wprawdzie kiedyś w greckiej części Cypru, ale  w samej Grecji jeszcze nie.

Pojechaliśmy na wyspę Zakynthos, która jest trzecią co do wielkości wyspą z archipelagu Wysp Jońskich,  położoną na zachód od Peloponezu.

Spędziliśmy tam cudowne wakacje!

Było wszystko to, co powinno być na wakacjach: piękne plaże, ciepła woda, słońce, niesamowite widoki i  pyszne jedzenie.

Wykupiliśmy w hotelu opcję bed & breakfast, żeby nie być kulinarnie przywiązanym do hotelu, móc swobodnie zwiedzać wyspę i jeść w tradycyjnych greckich tawernach.

I to był świetny pomysł!

Pewnie byłoby jeszcze lepiej nie kupować również śniadań (niestety były bardzo kiepskiej jakości), ale jednak przygotowywanie śniadań samodzielnie w pokoju hotelowym byłoby pewnie trochę kłopotliwe.

Tak więc po mało interesującym śniadaniu wsiadaliśmy na skuter, żeby zwiedzać uroczą wyspę i  równocześnie testować kuchnię grecką 🙂

W każdym miejscu, w którym zatrzymywaliśmy się, żeby coś zjeść, zamawiałam sałatkę grecką, bo bardzo chciałam dowiedzieć się, jak wygląda taka stuprocentowo grecka.

I teraz już wiem!

Pokrojone pomidory, ogórki, zielona papryka, czerwona cebula, oliwki kalamata, oliwa i kawał fety na wierzchu posypany ziołami, to jest sałatka grecka. Koniecznie w misce.

Proste i genialne!

Pomidory w Grecji są obłędne, dojrzałe i pachnące.  Podobnie rewelacyjne są oliwki kalamata, moje ulubione.

A do tego po prostu kawałek sera, nie pokruszony, czy pokrojony, ale położony w całości na warzywach około 100 gramowy gruby plaster fety.

I pyszna grecka oliwa, zielonkawa i aromatyczna niesłychanie.

To danie, to mój faworyt!

Właśnie zrobiłam je na obiad, a do tego jeszcze podpatrzoną w Grecji  mussakę ( ale o niej opowiem następnym razem 🙂  )

Sałatka prawdziwie grecka

duża porcja dla 1 osoby

2 dojrzałe pomidory pokrojone na cząstki

2 ogórki, obrane i pokrojone dość grubo

kawałek zielonej papryki pokrojonej w wąskie paski

kawałek czerwonej cebuli pokrojonej w cienkie krążki

kilka oliwek kalamata

100 g greckiego sera feta

szczypta mieszanki ziół ( majeranek, oregano, tymianek, pietruszka i pieprz)

oliwa z pierwszego tłoczenia

W misce położyłam pomidory pokrojone, ogórki, na nich kawałki papryki, czerwoną cebulę, kilka oliwek, na wierzchu kawałek sera feta. Posypałam ser mieszanką ziół, całość polałam grecką oliwą.

Smacznego,

Basia

Wiśnie, wiśnie!

komentarze 2

Wiśnie to dla mnie szczególne owoce. Gdy byłam dzieckiem uwielbiałam kompot wiśniowy.  Ale pamiętam, że to był bardzo świąteczny kompot i raczej rzadko pojawiał się na stole. Chyba wyłącznie w niedziele albo przy okazji specjalnych uroczystości.

Być może dlatego wiśnie, to nie są dla mnie zwykłe letnie owoce, tak jak na przykład czereśnie czy agrest.

Wiśnie, z ich niepowtarzalnym smakiem i aromatem są wyjątkowe. Są  takie szlachetne. Ich dodatek sprawia, że danie nabiera elegancji i klasy.

Jedyna ich wada, to konieczność drylowania owoców. Czynność czasochłonna i grożąca poplamieniem ubrań jednocześnie.

(A przy okazji, czy wiecie, że najlepszym sposobem usunięcia ŚWIEŻYCH plam z soków owocowych jest po prostu wrzątek? Sprawdziłam, zawsze działa!)

Tym razem wykorzystałam do drylowania wiśni mojego Męża, któremu całkiem sprawnie to poszło.

Tak więc wspólnym siłami udało nam się wyczarować bardzo fajne ciasto.

Nie ma to jak wiśnie!  🙂

Ciasto z wiśniami

tortownica o śr. 24 cm

250 g miękkiego masła

250 g cukru demerara

2 kopiate łyżeczki proszku do pieczenia

3 jajka

370 g mąki

250 g śmietany kwaśnej 18 %

naturalna esencja waniliowa

500 g wiśni

cukier puder po sypania z wierzchu

W robocie utarłam cukier z masłem i jajkami. Dodałam mąkę z proszkiem, śmietanę i wanilię.

Dno i boki tortownicy wyłożyłam papierem do pieczenia, a następnie włożyłam warstwę ciasta, na niej poukładałam część wiśni, potem znów ciasto i znów trochę wiśni i znów ciasto. Na wierzchu położyłam też trochę wiśni i lekko wcisnęłam je w ciasto. Miałam wrażenie, że ciasto jest na tyle twarde, że wiśnie się nie zatopią  w nim same i obawiałam się, że mogą się przypalić, zanim ciasto się upiecze.

Piekłam ciasto w piekarniku ustawionym na około 170-180 stopni przez około godzinę. Po wyjęciu posypałam cukrem pudrem.

Smacznego,

Basia

Zapiekanka z fasolką szparagową

komentarze 4

Bardzo lubię fasolkę szparagową, najbardziej chyba tę zieloną. Ale z przyjemnością zjem też mamut  i żółtą. Pamiętam z dzieciństwa takie typowe, letnie obiady: młode ziemniaki, fasolka z przyrumienioną na maśle bułeczką i do tego jajko sadzone! Pycha!

Teraz  wprawdzie rzadko gotuję ziemniaki, ale o fasolce nie zapominam.

Ostatnio  dostaliśmy od Teściów ich ogrodową fasolkę, całkiem sporo tej fasolki. Zupełnie nie przewidując tego, kupiłam też  fasolkę na straganie. W związku z tym przez kilka dni musiałam wykazywać się kreatywnością w zakresie dań z fasolki, bo już fasolka po prostu ugotowana nie wystarczyła.

Była więc raz tarta z fasolką, jako że tarta, to u nas bardzo lubiane danie. Zrobiłam też gratin z  dodatkiem fasolki, aż wreszcie zrobiłam najzwyklejszą zapiekankę z ziemniakami, fasolką i boczkiem.

Oskrobane, młode ziemniaki ugotowałam w osolonej wodzie. Gdy były już miękkie pokroiłam je na plastry grubości około 0,5 cm.

Ugotowałam również fasolkę, odcedziłam ją, kiedy była już ugotowana, ale jeszcze chrupiąca. Na patelni podsmażyłam pokrojony w paseczki boczek. Podczas smażenia dodałam do boczku rozgnieciony czosnek.

W naczyniu do zapiekania ułożyłam na dnie plasterki ziemniaków, następnie położyłam podsmażony boczek, posypałam posiekanym oregano, położyłam odcedzoną fasolkę.

Na wierzch wylałam śmietankę wymieszaną z roztrzepanym jajkiem, pieprzem, rozgniecionym czosnkiem i utartym parmezanem. Wstawiłam do piekarnika rozgrzanego do około 160 stopni na około 25-30 minut. Gdy wierzch był złocisty, wyjęłam z piekarnika.

Niby tylko ziemniaki i fasolka, a jednak było to naprawdę pyszne danie!

Zapiekanka z fasolą szparagową, boczkiem i ziemniakami

3 średnie ziemniaki po ugotowaniu pokrojone w plasterki

500 g fasolki szparagowej ( dałam zieloną) ugotowanej w osolonej wodzie

250 g boczku w plastrach pokrojonego w paseczki

1 jajko

około 150-200 ml śmietanki kremówki

około 50 g utartego parmezanu

sporo posiekanego oregano

2 rozgniecione ząbki czosnku

pieprz

sól według uznania

Smacznego,

Basia

Nadziewana cukinia zamiast zupy owocowej :-)

komentarze 2

Jest cudne lato! Pojawiły się już wiśnie, porzeczki czerwone i czarne. Przychodzą mi do głowy zimne zupy owocowe… Tylko po co mam je robić? Moja rodzina wykrzywi się tylko na nie.

Ale w sumie, czy ja sama chciałabym zjeść taki owocowy chłodnik?

Kiedy przypomnę sobie z dzieciństwa zupy owocowe, to wcale nie są to jakieś szczególnie miłe wspomnienia…

Chyba należę do tych, którzy owoce lubią na surowo, w cieście albo w konfiturze.

Zupy i pierogi z owocami zostawię jednak innym 🙂

A ja zrobię znów coś z cukinii, bo w przeciwieństwie do dań z owoców, cukinia u nas jest bardzo lubiana.

Nasze ogrodowe cukinie, posadzone przez Córkę, jeszcze nie dojrzały.

Głównie z tego powodu, że zostały skoszone przez Męża wraz z trawą 🙁

A szkoda, bo były już wtedy na nich maleńkie owoce i pewnie teraz można by już je zjeść!

W miejsce skoszonych zostały posadzone następne rozsady, ale im jeszcze trzeba dać trochę czasu.

Więc dalej kupuję cukinie na straganie. Na szczęście jest ich mnóstwo i są naprawdę tanie.

Dziś nieskomplikowana cukinia faszerowana kuskusem i wędzoną szynką. W wersji wegetariańskiej zrobiłabym ją z dodatkiem suszonych pomidorów zamiast szynki.

A do cukinii koniecznie sos ze świeżych pomidorów z czosnkiem i bazylią.

Cukinia faszerowana kuskusem,  wędzoną szynką i serem gruyere

z sosem ze świeżych pomidorów

cukinia faszerowana

2 średnie cukinie przekrojone wzdłuż na pół

około 100-120 g kuskusu (nasypałam „na oko” do garnka, ale było mniej więcej tyle)

cebula posiekana drobno

miąższ wyjęty łyżeczką z cukinii i posiekany, jak cebula (trzeba wybrać trochę miąższu, żeby zrobiła się miseczka na nadzienie)

sporo pieprzu

szczypta chili

garść listków świeżego oregano, posiekanych

oliwa do podsmażenia

100 g pokrojonej w paseczki wędzonej szynki lub suszonych pomidorów (można dać i jedno i drugie, będzie wypas!)

sól

około 50 g utartego sera gruyere, lub innego ostrego dobrego do zapiekania

trochę wina do podlania cukinii podczas pieczenia

na sos

2 duże pomidory sparzone (sparzone, żeby zdjąć  koniecznie skórkę!)

rozgnieciony spory ząbek czosnku

pieprz

posiekana świeża bazylia

do smaku sól, cukier, ocet winny lub lepiej balsamiczny

Cukinie ułożyłam w naczyniu do zapiekania, wcześniej wlałam do niego nieco oliwy.

Kuskus zalałam wrzącą wodą ( wg przepisu) i przez chwilę gotowałam, aż woda wsiąkła całkiem.

Na patelni rozgrzałam trochę oliwy i wrzuciłam posiekaną szynkę, podsmażyłam ją trochę, potem zdjęłam z patelni, na którą tym razem wrzuciłam posiekaną cebulę i miąższ cukinii.  Smażyłam, aż się zeszkliły.

Na patelnię do cebuli i cukinii znów wrzuciłam szynkę, dodałam kuskus, przyprawy i siekane oregano.

Nadziałam cukinie i posypałam utartym gruyerem.

Wstawiłam do piekarnika nagrzanego do około 170 stopni.

Pomidory sparzyłam, obrałam, zmiksowałam z dodatkiem rozgniecionego czosnku, postawiłam w rondlu na kuchence, żeby trochę odparować sos. Według mnie powinien być mniej więcej konsystencji przecieru pomidorowego. Do gotowego sosu dodałam przyprawy i świeżą, posiekaną bazylię.

Piekłam nadzianą cukinię około  godziny, podlewając co jakiś czas różowym winem, bo takie akurat miałam pod ręką 🙂

Po wyjęciu z piekarnika cukinia ciągle była jeszcze twardawa, ale lubię właśnie taką, a nie rozgotowaną na miękko (pewnie, gdyby była przykryta, nie trzeba by jej tak długo piec, ale niestety nie miałam odpowiedniej przykrywki).

Fajnie smakowała z  sosem z pomidorów 🙂

Smacznego,

Basia

Jagodzianek czyli placek z borówkami

Brak komentarzy

Od razu się przyznaję, że miały być jagodzianki. Z tą właśnie myślą kupiłam borówki (ha!  Wprawdzie te owoce są dla mnie borówkami, ale bułki z nimi już tylko jagodziankami!)

Kiedy się w końcu zabrałam za pieczenie, było już dość późno. Perspektywa takiej detalicznej pracy, jaką jest formowanie i nadziewanie bułek drożdżowych, trochę mnie przeraziła.

Postanowiłam jednak zrobić placek z borówkami.

W sumie wychodzi na to, że z lenistwa.

No ale nie do końca, bo wzięłam pod uwagę też to, że bułka jest zobowiązująca, trzeba raczej zjeść ją całą. A placek można kroić na dowolne kawałki, mniejsze czy większe, w zależności od ochoty i możliwości.

Więc upieczenie placka wydaje się bardziej rozsądnym rozwiązaniem 🙂

Do miski robota włożyłam mąkę, jajka, cukier, sól. W kubku ciepłego mleka z dodatkiem łyżki cukru i mąki zostawiłam do wyrośnięcia drożdże. Kiedy po chwili zaczęły „wychodzić” z kubka, przelałam je do miski z mąką. Włączyłam robot i na niewysokich obrotach mieszałam wszystkie składniki.

Roztopiłam masło i po łyżce dodawałam do wyrabianego ciągle przez robot ciasta.

Dodałam też naturalną esencję waniliową i skórkę otartą z cytryny.

Po około 10 minutach wyrabiania, przykryłam całość lnianą ściereczką i zostawiłam, żeby ciasto wyrosło.

Gdy mniej więcej podwoiło swoją objętość, połową ciasta wyłożyłam dno tortownicy (wcześniej położyłam na nim i na bokach tortownicy  papier do pieczenia).

Borówki wymieszałam z cukrem i bułką tartą. Ułożyłam je na cieście, zostawiając niewielki pasek wolnego ciasta wokół brzegu, około 1,5 cm, żeby borówki nie przypalały się.

Położyłam następnie resztę ciasta i przykryłam nim dokładnie całość.

Wstawiłam do piekarnika o temperaturze około 170 stopni i piekłam przez około 15 minut, a potem zmniejszyłam temperaturę do 150 stopni. Piekłam ciasto około godziny, chyba nawet trochę więcej. Wyjęłam kiedy było mocno rumiane z wierzchu, wprawdzie było pęknięte wokół, ale borówki nie zaczęły z niego wyciekać i nic nie przypaliło się. Myślę, że to pęknięcie wynikało z tego, że pieczone borówki parowały i para musiała znaleźć sobie jakieś ujście.

Niestety nie próbowałam ciepłego ciasta:-(

Bardzo lubię jeszcze ciepłe drożdżowe, ale kiedy ciasto się upiekło, było już późno i szłam spać, więc nie była to pora na jedzenie.

Dziś dopiero spróbowałam go. Jest bardzo smaczne, wilgotne i ma bardzo dużo pysznego nadzienia w środku!

Jagodzianek- placek z borówkami

tortownica o średnicy  24 cm.

ciasto:

500 g mąki

2 jajka

200 g masła

szczypta soli

150 g cukru

45 g drożdży

kubek mleka ( pewnie około 200 ml)

nadzienie:

około 450 g borówek

5 łyżek cukru

1 łyżka bułki tartej

Smacznego,

Basia

Tarta z bobem i cebulą

komentarze 2

Takie lipcowe lato, jakie teraz mamy, poza typowo sezonowymi owocami, jak maliny, morele czy borówki, kojarzy mi się również z bobem.

Do tej pory kupowałam bób czasem na straganie, taki szarozielonkawy, i zwykle po prostu gotowałam go w osolonej wodzie.

Choć przez cały rok można też kupić mrożony bób, nigdy chyba nie kupiłam takiego, i poza gotowanym bobem, niewiele razy jadłam dania przygotowane z bobu. Jakoś mnie do niego nie ciągnęło…

W tym roku moja Córka, po raz pierwszy w życiu, posadziła bób w ogrodzie i  właśnie zaczął dojrzewać.

I okazuje się, że on wcale nie musi być szarozielonkawy!

Przeciwnie, jest soczyście zielony i kusi, żeby z niego coś fajnego ugotować.

Jest tylko jeden problem, jest go na razie bardzo niedużo…

Dlatego wymyśliłam tartę, w której bób był tylko jednym ze składników. Stąd mogło być go tylko trochę 🙂

Tarta wyszła bardzo smaczna. Ciekawie w niej odnalazł się i bób i cebula, która pokrojona w piórka, przyjemnie zmiękła podczas pieczenia. Zawsze też z ochotą dodaję do tarty jajka ugotowane na twardo,  bo przyjemnie dają się zapiec w śmietankowo-serowej kołderce.

Polecam tym wszystkim, którym znudził się już ten bób gotowany i którzy niekoniecznie muszą na obiad czy kolację zjeść mięso. Choć do takiej tarty spokojnie też można dodać pokrojoną szynkę czy boczek, jeśli tylko macie ochotę. Z pewnością nie zepsują one efektu.

Tarta z bobem, cebulą i jajkami

naczynie o wym. 30 X 16 cm

około 220 g francuskiego ciasta ( nie zużyłam całego opakowania 275 g)

1 jajko surowe

2 jajka ugotowane na twardo

170 g bobu  (przed ugotowaniem i obraniem), ja miałam tylko tyle, ale można z pewnością dać go więcej 🙂

200 ml śmietanki kremówki

młoda biała cebula posiekana w piórka

rozgnieciony ząbek czosnku

sporo pieprzu

ok. 70 g sera ostrego

ewentualnie sól

do posypania z wierzchu po upieczeniu: świeże zioła np. kolendra, bazylia lub inne

Piekarnik nagrzałam do ok.200 stopni.

W osolonej wodzie ugotowałam bób, gotowałam przez kilka minut, chyba około 10.

Ostudzony zimną wodą można było zaraz obrać.

W miseczce wymieszałam śmietankę z roztrzepanym jajkiem, utartym serem, pieprzem i rozgniecionym czosnkiem.

W naczyniu do zapiekania, wysmarowanym wcześniej oliwą, ułożyłam ciasto. Na nim położyłam pokrojoną cebulę i pokrojone na mniejsze kawałki jajka na twardo.

Na końcu położyłam obrany bób i wylałam i rozprowadziłam równo masę śmietankowo-jajeczno-serową.

Wstawiłam do piekarnika i zmniejszyłam jego moc do 160 stopni.

Piekłam aż tarta z wierzchu była złocista, czyli około 25 minut.

Smacznego,

Basia

Ciasto z borówkami i bezową pianką

Brak komentarzy

Tak, tak, borówki przede wszystkim na surowo! Z cukrem i ze  śmietaną na przykład, pycha!

Ale takie proste ciastko z borówkami, to również duża przyjemność.

Kupiłam pół kilograma borówek z myślą o jakimś deserze albo cieście. Trochę zjadłam (właśnie z cukrem), zanim zabrałam się za pieczenie. Na szczęście mam taką małą tortownicę, do której pozostałe borówki zupełnie dobrze wystarczyły.

Zrobiłam kruche ciasto i wylepiłam nim tortownicę. Wcześniej wyłożyłam ją papierem do pieczenia na spodzie i na bokach też, bo z ciasta zrobiłam jakby pudełko na nadzienie, był spód i kilkucentymetrowej wysokości brzeg, spód nakłułam widelcem w kilku miejscach.

Podpiekłam ciasto w piekarniku, nastawionym wcześniej na około 150 stopni.

Wyjęłam ciasto, kiedy było lekko złote.

Do środka wsypałam borówki, zrobiłam równą ich warstwę, a na koniec wyłożyłam pianę z białek ubitych  na sztywno ( obowiązkowo ze szczyptą soli) i  z dodatkiem cukru pudru i esencji waniliowej.

Wstawiłam znów do piekarnika i piekłam w temperaturze około 140-150 stopni jeszcze przez około 30-40 minut, aż wierzch zrobił się sztywny jak beza. Z wierzchu  beza zaczęła się bardzo lekko się złocić.

Ciasto najpyszniejsze jest jeszcze takie lekko ciepłe ( ale nie gorące!), trzeba uważać przy krojeniu, bo wypływa z ciasta trochę granatowego soku.

Pyszne jest również w wersji z truskawkami, albo malinami:-)

Polecam!

Ciasto z borówkami i bezową pianką

tortownica o śr. 20 cm

ciasto:

250 g mąki

2 żółtka

120 g masła

50 g cukru

szczypta soli

120 g śmietany kwaśnej

nadzienie:

400 g borówek

piana:

2 białka + szczypta soli + 100 g cukru + naturalna esencja waniliowa

Basia

Polędwiczki i słodko-kwaśne pory

Brak komentarzy

Zakupy na placu targowym w sobotę już trochę po południu, to nie był najlepszy pomysł.

Nie było już jaj bez pieczątki, warzywa były przebrane, a w sklepiku z mięsem spore spustoszenie. Nie miałam pomysłu na obiad…, ale kiedy mój wzrok padł na miskę pełną (o dziwo!) polędwiczek wieprzowych, wiedziałam już, czym uszczęśliwię dziś domowników.

I wtedy uświadomiłam sobie, że to będą moje pierwsze w  życiu polędwiczki.

A to wszystko w związku z brakiem u mnie pociągu do mięsa i jednocześnie małym entuzjazmem do przygotowywania dań mięsnych.

Ale czego się nie robi, żeby wywołać uśmiech na twarzach najbliższych?

Polędwiczki z pewnością tego dokonają:-)

No dobrze, ale co do polędwiczek?

Na szczęście warzywniaki nie były jeszcze całkiem puste, kupiłam pory, sałatę, ogórki, pomidory i ziemniaki. Będzie „normalny” obiad!

Polędwiczki pokroiłam ukośnie na plastry około 2 cm grubości, rozpłaszczyłam je nieco ręką, w misce wymieszałam  oliwę z rozgniecionym czosnkiem, czerwonym winem, sporą ilością pieprzu  i zamarynowałam w tym polędwiczki.

Umyte dobrze pory pokroiłam dość drobno w plasterki o grubości około 0,5 cm.

Na rozgrzanej patelni dusiłam pory na oliwie, dodałam też trochę masła, cukier demerara, wino, chili, ocet balsamiczny, sól i pieprz. Gdy pory zmiękły, odstawiłam je.

Na drugiej rozgrzanej patelni smażyłam z obu stron, zamarynowane wcześniej polędwiczki. Nie miałam doświadczenia, więc smażyłam  je trochę „na oko”. Chyba jakieś kilkanaście minut.

Na koniec dodałam przygotowane wcześniej pory i całość poddusiłam jeszcze przez chwilę. Polędwiczki i takie słodko-kwaśne pory, to bardzo ciekawe połączenie:-)

Podałam je z sałatą i podsmażanymi plastrami ziemniaków.

Polędwiczki wieprzowe z pikantnymi, słodko-kwaśnymi porami

dla 4 osób

około 700 g polędwiczek wieprzowych

oliwa do zamarynowania ( ok 3-4 łyżki)

wino do marynowania około 70 ml

rozgnieciony czosnek, sól, pieprz

2 pory ( tylko białe i jasnozielonkawe  części)

2 łyżki oliwy

łyżeczka octu balsamicznego

100 ml czerwonego wina

łyżka masła

2 łyżeczki cukru demerara

szczypta chili

sporo pieprzu

sól według uznania

Smacznego,

Basia

Letni deser z borówkami i truskawkami

Brak komentarzy

Bardzo lubię borówki, najbardziej takie prosto z lasu.

Niestety, rzadko mam okazję takie jeść.

Pamiętam pierwsze wakacje z moją, wtedy dziewięciomiesięczną, Córką i widok mojej małej dziewczynki kucającej w lesie i zjadającej borówki własnoręcznie zerwane prosto z krzaczka. To naprawdę bezcenne!

Teraz zwykle kupuję borówki na straganie albo od „baby”.

I staram się co roku zamrozić trochę borówek, żeby móc czasem poza sezonem upiec z nimi ciasto czy muffinki.

Ale niezaprzeczalnie świeże borówki są najpyszniejsze, podobnie jak truskawki czy maliny.

Dzisiejszy deser ma w sobie właśnie borówki i truskawki, trochę serka mascarpone… spróbujcie, bo bardzo jest prosty  w wykonaniu i jednocześnie naprawdę pyszny.

Deser z borówkami,  truskawkami i serkiem mascarpone

3 porcje

w sumie około 250 g owoców ( mniej więcej pół na pół borówki i truskawki)

250 g serka mascarpone

około 50 g cukru pudru

około 50-70 g jogurtu naturalnego, ja użyłam greckiego, ale inny też się będzie nadawał

odrobina naturalnej esencji waniliowej

Połowę truskawek zmiksowałam z około 150 g serka mascarpone i około 30 g cukru pudru.

Cukru należy dać tyle, ile się lubi.  Proszę lepiej dać mniej i ewentualnie dodać, jeśli będzie trzeba.

Osobno zmiksowałam resztę serka z wanilią, jogurtem i resztą cukru pudru.

Borówki podzieliłam na dwie części.

W wąskich szklankach koktajlowych ułożyłam najpierw połowę borówek, warstwę truskawkowego kremu, warstwę truskawek, krem waniliowy, potem znów borówki i na wierzchu jeszcze trochę kremu truskawkowego. Ozdobiłam truskawką i listkami świeżej mięty.

Do tego deseru specjalnie kupiłam nieduże, ale dojrzałe truskawki, bo nie chciałam ich kroić, lecz dać je do deseru w całości.

Smacznego,

Basia

Jaśmin i truskawki

komentarze 2

Mamy w ogrodzie piękny krzew jaśminowca. Posadziliśmy go pewnie jakieś 15 lat temu.

Z roku na rok  był coraz większy i większy… aż zrobił się naprawdę ogromny!

Kiedy zaczyna kwitnąć jest pięknie biały, a ogród tonie w jego niesamowitym zapachu.

To trwa kilka tygodni, pewnie w sumie około miesiąca. Przynoszę gałęzie jaśminu do domu, wstawiam je do wazonów i zapach wypełnia także dom. To piękne tygodnie.

Ale przychodzi czas, gdy płatki jaśminu zaczynają opadać, na trawie wokół krzewu tworzy się biały dywan… To niestety sygnał, że musimy zapomnieć o jaśminie na cały rok…

I właśnie przyszedł ten czas 🙁

Na pocieszenie upiekłam muffinki z truskawkami i nektarynkami.

Truskawki są oczywiście najlepsze świeże, zjedzone na surowo.

Upieczone w cieście, zwykle powodują, że ciasto jest rozmoczone, szczególnie wtedy, gdy się ich da sporo. Moje dzisiejsze muffinki były pewnym eksperymentem, który uznaję za niezwykle udany. Pokroiłam truskawki (podobnie jak nektarynki) na małe kawałeczki, takie wielkości borówek mniej więcej. I to jest wyjście z sytuacji! Babeczki są wyraźnie owocowe, truskawkowe i nektarynkowe, lekko wilgotne  i zupełnie nie są rozmoczone.

Muffinki z truskawkami i nektarynkami

12 sztuk

300 g mąki

1 kopiata łyżeczka proszku do pieczenia

1 kopiata łyżeczka sody oczyszczonej

1 jajko

naturalna esencja waniliowa

200 g śmietany kwaśnej

około 50 ml mleka

ok 180 g cukru demerara

100 g oleju

około 120 g truskawek ( drobno pokrojonych)

1 niezbyt duża nektarynka  ( drobno pokrojona)

płatki migdałów do posypania z wierzchu i kilka łyżeczek cukru demerara

Wszystkie składniki oprócz owoców, cukru  do posypania i płatków migdałowych, wrzuciłam do robota. Zmiksowałam. Dodałam pokrojone owoce i lekko, ale bardzo dokładnie wymieszałam. Masę przełożyłam do formy na muffinki wyłożonej papilotkami. Każdą muffinkę posypałam płatkami migdałów i cukrem brązowym. Wstawiłam do nagrzanego wcześniej  do temperatury 200 stopni piekarnika. Zmniejszyłam moc piekarnika do około 180 stopni i piekłam, aż muffinki były wyrośnięte i złote z wierzchu. Sprawdziłam wtedy patyczkiem, był suchy po wyjęciu z muffinki, więc babeczki były gotowe.

Polecam 🙂

Basia

Facebook

Likebox Slider for WordPress