Rosół z kaczki i pierożki z nadzieniem z butternut squash i ricotty

Brak komentarzy

Rosół jest dobry na wszystko!

Wszyscy chyba wiemy o dobroczynnym działaniu rosołu: rozgrzewa, zaspokaja apetyt i do tego leczy.  Doskonale działa wzmacniająco na  rekonwalescentów, pomaga przetrwać i szybko wyleczyć  przeziębienie, działa korzystnie przy kaszlu, bo dzięki zawartości  cysteiny, która rozrzedza śluz,  przyśpiesza odkrztuszanie.

Podobno wzmaga również produkcję endorfin, a więc uszczęśliwia nas.

Zatem, jedzmy rosół!

Ja, w związku z tym, ugotowałam rosół z kaczki.

Zrobiłyśmy z Córką do niego małe pierożki tortellini z nadzieniem z butternut squash i ricotty. Butternut pochodzi z naszego ogrodu i do tej pory przechowywałam go w spiżarce. Można zamiast butternut użyć dyni i będzie również smacznie. Dynię ciągle można kupić jeszcze w sklepach. Ostatnio widziałam na stoisku warzywnym w Auchan kawałki dyni na zafoliowanych tackach.

Do ugotowania rosołu użyłam korpusów kaczych, kupiłam 2 korpusy, które w sumie ważyły około 900 g.

Umyte włożyłam do dużego rondla i zalałam zimną wodą. Gotowałam około godzinę i dopiero dodałam resztę składników, marchew obraną i pokrojoną na kilka mniejszych części, pietruszkę, selera, kawałek pora, kawałek kapusty włoskiej, czyli standardowy zestaw rosołowy. Dodałam liście laurowe, ziele angielskie i goździki. Pod koniec gotowania posoliłam. Gotowałam rosół w sumie około 2 godzin, wyłączyłam i zostawiłam pod przykryciem.

Rosół był dosyć tłusty, ale łatwo się pozbyć tego tłuszczu, wystarczy wstawić do chłodnego pomieszczeni i zdjąć warstwę zastygniętego tłuszczu z wierzchu rosołu.

 

Rosół z kaczki

5-6 porcji

 

2 korpusy z kaczki w sumie około 900 g

około 1,5 litra wody

2 marchewki

1 pietruszka

kawałek selera

kawałek pora

kawałek kapusty włoskiej

3 liście laurowe

10 ziaren ziela angielskiego

10 ziaren pieprzu

20 goździków

sól

 

tortellini z butternut squash i ricottą

około 80 sztuk

 

ciasto:

250 g mąki

2 jajka

1/4 łyżeczki miałkiej soli morskiej

łyżka oliwy

mała szczypta mielonej gałki muszkatołowej 

wszystkie składniki ciasta wymieszać  (przy pomocy robota na przykład), uformować kulę i odstawić zawiniętą w folię na 20-30 minut.

W tym czasie przygotować nadzienie. 

nadzienie:

350 g butternut (waga ze skórą) obranego i podduszonego do miękkości z łyżką Golden Syrup, szczyptą soli, szczyptą cynamonu, łyżeczką cukru demerara  i odrobiną wody.

150 g świeżej ricotty

garść utartego sera Dziugas

sporo świeżo zmielonego pieprzu

szczypta suszonego tymianku

Butternut poddusić z syropem, solą, cynamonem i cukrem. Dodać odrobinę wody, żeby nie przywierał zbytnio i nie przypalał się, szczególnie na początku duszenia. Gdy będzie miękki odstawić i wystudzić. Zmiksować (lub dobrze rozdrobnić widelcem i wymieszać) z ricottą, pieprzem i utartym serem.

Rozwałkować ciasto cieniutko, na grubość 1 mm, wykrawać małe kwadraty o boku około 4 cm. Na każdym kłaść niewielką ilość nadzienia, sklejać palcami w trójkąt, a następnie skleić ze sobą wierzchołki podstawy trójkąta, a trzeci wierzchołek zgiąć.

Ułożyć pierożki na ściereczce lnianej tak, żeby się nie posklejały ze sobą.

Zagotować w garnku wodę, posolić. Gdy zawrze wrzucić pierożki zamieszać i przykryć. Gdy wypłyną na wierzch, gotować jeszcze dosłownie parę minut, uważając, żeby się nie rozgotowały. Wyjąć łyżką cedzakową, dobrze odsączając i włożyć do miski, od razu położyć odrobinę masła na nich, żeby się nie posklejały i delikatnie wymieszać.

 

Podawać z gorącym rosołem z kaczki.

Bardzo ciekawe i smaczne jest zestawienie tych słodkawych pierożków i aromatycznego, lekko słonego rosołu.

 

Polecam, 

 

Basia

Muffinki z cynamonem, suszonymi jabłkami i orzechami

komentarze 2

Ale dawno nie pisałam o muffinkach! Już nawet zapomniałam, kiedy to było…

Oczywiście w międzyczasie zdarzało mi się je piec, ale muszę przyznać, że naprawdę było to dawno.

Dzisiejsze muffinki mają dodatek suszonych jabłek, orzechów i cynamonu.

Suszone jabłka od wielu lat przygotowuje moja Mama. Jesienią obiera odpowiednie jabłka, pozbawia gniazd nasiennych, a następnie kroi jabłka w cienkie plasterki. Suszy je, ułożone na papierze, a potem nam je daje zapakowane w torebki z białego cieniutkiego papieru.

Bardzo przyjemne jest pogryzanie od czasu do czasu tych suszonych jabłek 🙂

Ciekawym pomysłem było też dodanie ich do tych dzisiejszych muffinek.

Muffinki z cynamonem, suszonymi jabłkami i orzechami

12 sztuk

 

280 g mąki

1 łyżka proszku do pieczenia

1 łyżeczka mielonego cynamonu

szczypta soli

115 g cukru pudru

2 jajka

220 g kwaśnej śmietany

80 g oleju roślinnego

50 g suszonych jabłek

50 g orzechów włoskich posiekanych grubo

1 łyżeczka naturalnego ekstraktu waniliowego

 

do posypania muffinek z wierzchu przed pieczeniem

1/2 łyżeczki cynamonu + 2 łyżeczki cukru demerara

 

Nagrzałam piekarnik do około 180 stopni.

Mąkę, proszek, sól, cukier, cynamon, jajka, śmietanę, wanilię i olej wymieszałam szybko przy pomocy robota. Dodałam posiekane orzechy i pokrojone suszone jabłka i wszystko razem dobrze wymieszałam. Ciasto przełożyłam do formy na muffiny wyłożonej papierowymi papilotkami, posypałam każdą muffinke cukrem wymieszanym z cynamonem i wstawiłam do piekarnika. Piekłam około 25 minut, aż były wyrośnięte i przyrumienione. Sprawdziłam patyczkiem, był suchy po wbiciu do babeczki, więc wyjęłam muffinki z piekarnika.

 

Smacznego,

 

Basia

Jarzynowa zupa z krewetkami

Brak komentarzy

 

To jest taka normalna zupa z krewetkami, jarzynowa i bardzo smaczna.

Poza krewetkami, potrzebne są tylko warzywa i przyprawy.

Ugotowałam ją w kwadrans, właściwie tyle trwało gotowanie zupy, ile gotowały się ziemniaki.

Na rozgrzaną na patelni oliwę wrzuciłam pokrojonego ziemniaka i cebulę, chwilę podsmażyłam i dodałam łyżkę mąki, wymieszałam całość i przez chwilę smażyłam uważając, żeby nic się nie przypaliło, ani nawet nie przyrumieniło.

Dodałam czosnek i po chwili przerzuciłam zawartość patelni do garnka z gotującą się wodą.

Dodałam chili, sól i sos sojowy.

Gdy ziemniaki były takie już trochę podgotowane, dodałam fasolkę szparagową i krewetki, a po kolejnej chwili gotowania dodałam groszek. Całość z groszkiem gotowałam jeszcze tylko parę minut, żeby groszek był jędrny, a poza tym, żeby zarówno fasolka, jak i groszek zachowały żywy i soczysty kolor.

 

Zupa z jarzynami i krewetkami

3 porcje

 

około 1 litr wrzącej wody

1 spory ziemniak pokrojony w nieduże plasterki

1 marchewka pokrojona w plasterki

1 cebula posiekana

2 ząbki czosnku

2 łyżki oliwy z oliwek

łyżka mąki pszennej

sól,

sos sojowy,

pół niedużej suszonej papryczki chili pokruszonej w palcach

garść mrożonej fasolki szparagowej

garść mrożonego groszku

150 g  mrożonych krewetek

 

Wszystkie produkty, które były mrożone, wrzucałam do zupy bez wcześniejszego rozmrożenia.

 

 

Smacznego,

 

Basia

 

 

 

Kaczka pieczona z pomarańczami na Nowy Rok

1 komentarz

Nowy Rok!

Kochani, życzę Wam wszystkiego najlepszego na cały rok.

Bądźcie zdrowi i zadowoleni, kochajcie się i jedzcie tylko pyszne jedzenie 🙂

 

U nas na noworoczną kolację była kaczka w pomarańczach.

Pierwszy raz piekłam całą kaczkę.

Była zamrożona, więc musiałam zacząć od rozmrożenia jej. Miałam czas na spokojne rozmrożenie, bo do kolacji było jeszcze kilka dobrych godzin.

Kaczka była niezbyt duża, ważyła 1900 g, rozmroziłam ją wkładając do zlewu z ciepłą wodą.

Gdy kaczka była rozmrożona włączyłam piekarnik. Rozgrzałam go do temperatury 180 stopni. Kaczkę (wypatroszoną, bez podrobów) posypałam imbirem i chili, polałam z wierzchu 2 łyżkami sosu rybnego i do środka kaczki też wlałam 2 łyżki sosu. Włożyłam do kaczki pomarańczę pokrojoną wraz ze skórką na kawałki i spięłam wykałaczką, żeby kawałki pomarańczy nie wypadały podczas pieczenia. Posoliłam lekko.

Kaczkę ułożyłam w naczyniu do pieczenia  i wstawiłam do piekarnika. Piekłam przez godzinę około. Wyjęłam z piekarnika, odlałam do rondelka tłuszcz, który się wytopił z kaczki i go odstawiłam. Tłuszcz wykorzystałam do podsmażenia ziemniaków na kolację. Sok z pomarańczy pomieszałam z miodem, polałam kaczkę paroma łyżkami tej mieszanki   i wstawiłam do piekarnika. Piekłam dalej przez około 40 minut, polewając co jakiś czas sokiem wymieszanym z miodem i tym, co wytopiło się z kaczki.

Wyjęłam z piekarnika, obłożyłam kaczkę plastrami pomarańczy i wstawiłam do piekarnika na kolejnych 40 minut. Podczas tego ostatniego okresu pieczenia dalej jeszcze polewałam kaczkę powstałym sosem. Kiedy zauważyłam, że kaczka rumieni się zbytnio, przykryłam ją folią aluminiową. W sumie pieczenie kaczki trwało około 2 i pół  godziny.

Kaczkę zjedliśmy z ziemniakami podsmażonymi na tłuszczu wytopionym z kaczki i sałatą.

Bardzo fajna kolacja noworoczna 🙂

 

Kaczka pieczona z pomarańczami

 

kaczka 1900 g

3 pomarańcze (jedna cała pokrojona na kawałki wraz ze skórką, sok z całej pomarańczy, trzecia pokrojona ze skórką na plasterki do obłożenia kaczki)

imbir, chili,

sól

sos rybny 4 łyżki

2 łyżki miodu

 

 

Smacznego,

 

Basia

 

Bułeczki z cynamonem i orzechami

Brak komentarzy

Sięgnęłam dziś do Nigelli „ How to be a domestic goddess” i znalazłam przepis na norweskie bułeczki cynamonowe.

Spodobały mi się i postanowiła je upiec.

W związku z tym, że nie miałam w domu tyle drożdży, ile potrzeba na całą opisaną porcję, zmniejszyłam ilość. Bardzo dobrze, bo ilość upieczonych bułek i tak jest solidna.

Dodałam do nadzienia orzechy włoskie, bo uważam, że do cynamonu bardzo pasują.

Zmartwiło mnie tylko to, że moje bułki po upieczeniu nie są takie ładne, jak te na zdjęciu u Nigelli. Chyba znacznie bardziej wyrosły i zatarły się między nimi granice.

Ale w sumie nie ma co się martwić, najważniejsze, że są pyszne i bardzo mi smakują.

 

Bułki  drożdżowe z cynamonem i orzechami

 

ciasto:

400 g mąki

2 jajka roztrzepane ( z tego około 1/4 zostawić do posmarowania bułek z wierzchu przed pieczeniem)

1/2 łyżeczki soli

220 ml mleka

60 g cukru

80 g roztopionego masła (zostawić z tego około 5-8 g do posmarowania bułek ułożonych w formie)

28 g świeżych drożdży

łyżeczka naturalnej esencji waniliowej

 

nadzienie:

80 g bardzo miękkiego masła

70 g cukru

1 łyżeczka cynamonu

około 40 g posiekanych grubo orzechów włoskich

mała szczypta soli

 

Rozgrzałam piekarnik do około 200 stopni.

W ciepłym mleku z dodatkiem 2 łyżeczek cukru rozpuściłam drożdże i pozwoliłam im wyrosnąć. Roztopiłam masło.

Do miski robota wrzuciłam mąkę, cukier, sól, dodałam mleko z drożdżami, roztopione masło i jajka. Miksowałam, aż masa zrobiła się gładka. Uformowałam kulę i włożyłam do natłuszczonej miski, przykryłam ściereczką i zostawiłam na około 1/2 godziny.

Przygotowałam nadzienie, masło zmiksowałam z cukrem, cynamonem i solą.

Wyjęłam około 1/3 ciasta drożdżowego  i rozciągnęłam je rękami na dnie formy do pieczenia wyłożonej papierem, tworząc jakby spód bułek.

Resztę ciasta rozwałkowałam na lekko posypanej mąką desce, tworząc prostokąt o wymiarach około 20 x 40 cm.

Na cieście rozsmarowałam masę cynamonową i posypałam orzechami. Zwinęłam w rulon (o długości 40 cm). Następnie pocięłam rulon na plastry o grubości około 2 cm, w sumie miałam 18 plastrów. Ułożyłam je w formie ( 30 x 17 cm) na położonym wcześniej  cieście. Posmarowałam  roztopionym masłem przestrzenie między kolejnymi bułkami, żeby łatwiej je się odrywało po upieczeniu. Następnie wszystkie bułki z wierzchu posmarowałam roztrzepanym jajkiem. Zostawiłam na około 20 minut do wyrośnięcia i wstawiłam do nagrzanego piekarnika.

Wprawdzie Nigella sugeruje temperaturę pieczenia 230 stopni, to uważam, ze to jest absolutnie za wysoka temperatura. Ja piekłam przez 20 minut w temperaturze około 200 stopni i niestety bułki za szybko zaczęły się rumienić, i jednocześnie wciąż nie były upieczone w środku. Wtedy przykryłam je folią aluminiową i zmniejszyłam temperaturę  pieczenia do około 160 stopni.

Piekłam jeszcze przez kolejnych 15 minut i wyjęłam z piekarnika.

Z całym arkuszem papieru wyjęłam buły z formy, żeby trochę przestygły i żebym mogła ich spróbować. Takie świeże i cieplutkie są przecież najlepsze 🙂

 

Bułki są  naprawdę bardzo pyszne, ale trzeba wiedzieć, że jednak nie oddzielają się  jedna od drugiej tak równo i gładko. Nie wiem, czy to jakiś mój błąd, ale na szczęście, nie  przeszkadza mi to wcale!

 

Smacznego,

 

Basia

 

Przygotowania świąteczne

komentarze 4

Dzisiejszy, ostatni przedwigilijny dzień był naprawdę niezwykle pracowitym dniem.

I teraz na koniec dnia muszę przyznać, że  jeśli chodzi o aspekt kulinarny, to sytuacja wydaje się być opanowana. Czyli dania wigilijne i świąteczne niemal gotowe!

Barszcz czerwony ugotowany, sałatka śledziowa zrobiona, podobnie z pasztetem, kompotem, paluszkami z makiem i chlebem. Jutro zostaje tylko zrobienie kulebiaka z łososiem i szpinakiem, kutii, a właściwie tylko połączenie maku, pszenicy i bakalii, bo wszystkie składniki czekają już przygotowane.

Resztę potraw wigilijnych przygotowują inni uczestnicy naszej Wigilii, Mama, Siostra i Teściowa, bo w tym roku znów będziemy w komplecie, zasiądziemy u nas w domu do stołu w gronie czternastu osób 🙂

Dzisiaj również lukrowaliśmy resztę pierników. I muszę powiedzieć, że było to lukrowanie wielopokoleniowe. Poza mną, Córką i Mężem, który przysiadł z nami na jakieś 2 czy 3 pierniki, udało się namówić też Mamę na lukrowanie! Wprawdzie najpierw się wzbraniała, ale szybko dała się przekonać i chyba nawet spodobało jej się to lukrowanie i zdobienie pierników 😉

 

A kiedy my w kuchni gotowałyśmy i piekły, Mąż na zewnątrz ubierał dom w światełka. I teraz jest naprawdę pięknie i świątecznie oświetlony. Jutro  rano ubieranie choinki i  chyba możemy zaczynać Boże Narodzenie!

Wesołych Świąt!

 

Basia

Lukrowania pierników dzień pierwszy

komentarze 2

Pierwsze tegoroczne pierniki już polukrowane!

Na następny raz, pewnie na następną niedzielę, została mniej więcej połowa wszystkich upieczonych.

No i w rezultacie nie lukrowałam dziś sama. Mąż, który przeczytał na blogu, że będę sama zdobić pierniki, bo Córka wyjechała,  poczuł się urażony tym, że jego nie wzięłam pod uwagę.

Pamiętam, że bardzo dawno temu, jakoś przed ślubem, albo na początku małżeństwa, faktycznie towarzyszył podczas lukrowania…

No i dziś znów dzielnie uczestniczył w tym dziele 🙂

Najpierw musiałam przygotować warsztat pracy :  lukier, barwniki, perełki cukrowe do zdobienia, talerzyki, łyżeczki, wykałaczki, tace, ręczniki papierowe etc.

A potem było mieszanie lukru z barwnikami, misterne rozprowadzanie wykałaczką kolorowej masy na pierniczkach, precyzyjne układanie perełek i innych cukiereczków.

A oto część dzisiejszego urobku:

 

Pozdrawiam,

 

Basia

 

 

Ciasto z czekolady i orzechów

Brak komentarzy

Święta  coraz bliżej, czas zabrać się poważnie za  przygotowania.

Jutro będę lukrować pierwszą partię pierników. Z doświadczenia wiem, że najlepiej tę pracę rozłożyć na dwa dni. Przy takiej ilości pierników, jaką piekę, jeden dzień jest niewystarczający na lukrowanie, bo zmęczenie w pewnym momencie odbiera entuzjazm i radość z tej naprawdę ulubionej czynności.

Tym razem będę lukrować pierniki sama, bo Córka wyjechała na weekend 🙁

Na szczęście  kolejną partię, za tydzień, bedziemy zdobić już razem!

Ale zanim zabiorę się za pierniki, postanowiłam upiec jakieś fajne ciasto.

Z książki „Bake it”, o której już parokrotnie Wam wspominałam, zaczerpnęłam przepis na ciasto z czekolady i orzechów. Biorąc pod uwagę składniki potrzebne do jego wykonania, to ciasto nie mogło nie być pyszne 🙂

 

Ciasto z czekolady i orzechów

150 g gorzkiej czekolady połamanej na kawałki

150 g drobnego cukru

125 g miękkiego masła

5 jajek (oddzielone żółtka od białek)

łyżeczka cynamonu

1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

200 g zmielonych orzechów laskowych

40 g kakao

 

cukier puder do posypania (opcja)

bita śmietana z dodatkiem wanilii i cukru pudru ( opcja, ale bardzo wskazana!)

 

Rozgrzać piekarnik do około 170 stopni.

Czekoladę rozpuścić w kąpieli gorącej albo w kuchence mikrofalowej. Ja, jak zwykle,  zrobiłam to w kuchence mikrofalowej. Wymieszałam czekoladę i zostawiłam, żeby przestygła.

W misce robota miksowałam miękkie masło z cukrem na puszystą masę, następnie dodawałam po jednym żółtku i dalej ubijałam.

Następnie dodałam ostudzoną czekoladę, kakao, proszek do pieczenia, mielone orzechy i  wszystko dalej miksowałam.

Ubiłam pianę z białek z dodatkiem szczypty soli, na koniec dodałam do piany cynamon.

Pianę wymieszałam delikatnie z masą czekoladową, a następnie przełożyłam  do tortownicy o średnicy około 20 cm wyłożonej papierem do pieczenia na dnie. Brzeg tortownicy był natomiast wysmarowany masłem.

Piekłam około 45 minut, wyjęłam, kiedy patyczek wbity do ciasta, wyjmowałam całkiem suchy.

 

Ciasto można posypać przed podaniem odrobiną cukru pudru.

I bardzo pasuje do ciasta  odrobina ( lub więcej niż odrobina 🙂 ) dobrej bitej śmietany z dodatkiem naturalnego ekstraktu wanilii i cukru pudru.

Smacznego,

 

Basia

 

 

 

Pieczenie pierników 2012

komentarzy 6

Okres przygotowań świątecznych uważam za otwarty, a nawet nieco zaawansowany, bo właśnie upiekłam pierniki!

Nie będę Was zanudzać historią o przygotowaniu ciasta na pierniki, bo pisałam o tym już w latach poprzednich. Jeśli macie ochotę, zerknijcie, proszę, do wcześniejszych wpisów na temat pierników.

Najlepiej i najszybciej znajdziecie je,  jeśli skorzystacie z wyszukiwarki tu na blogu.

A dzisiaj tylko parę zdjęć z wałkowania, wykrawania i pieczenia…

 

Teraz pierniki będą grzecznie czekać w metalowym pudełku, aż zmiękną i tuż przed Bożym Narodzeniem będziemy je lukrować i zdobić.

Już się cieszę, bo mam kilka nowych ozdobnych maczków, perełek i cukiereczków. Może  też jeszcze uda mi się  kupić jakieś nowe barwniki do lukru, żeby tegoroczne pierniki miały jakiś nowy „look” 🙂

Pozdrawiam Was,

 

Basia

 

 

 

Croissanty

Brak komentarzy

Dawno już chciałam upiec domowe croissanty, ale zawsze miałam obawy, czy poradzę sobie z nimi?

No i wreszcie się zdecydowałam! Wprawdzie pieczenie, a właściwie przygotowanie croissantów do pieczenia, to proces dość czasochłonny,  to zdecydowanie warto poświęcić ten czas 🙂

Jako, że croissanty, to francuski pomysł, postanowiłam oprzeć się  na  francuskim przepisie autorstwa Pierre Herme z książki „DESERY, od najprostszych po wykwintne”.

W rondelku roztopiłam 30 g masła, w 170 ml ciepłej wody rozpuściłam drożdże. Do miski robota wsypałam mąkę, sól, cukier, mleko w proszku, roztopione masło i rozprowadzone wodą drożdże. Wprawdzie autor książki sugeruje ręczne wyrabianie ciasta, ja jednak tę pracę zostawiłam mojemu robotowi 🙂

Robot wyrabiał ciasto powoli, aż zrobiło się gładkie. Może być potrzeba dolania większej ilości wody, jeśli ciasto wydaje się być za twarde.

Ciasto przykryte ściereczką  zostawiłam do wyrośnięcia na około 90 minut.

Po wyrośnięciu należy uderzyć ciasto pięścią, żeby opadło i żeby ulotnił się dwutlenek węgla, powstały podczas fermentacji. Następnie należy przykryte ciasto wstawić do lodówki na około godzinę i, kiedy podwoi objętość, znów uderzyć pięścią, żeby opadło, a następnie wstawić do zamrażalnika na 30 minut.

W międzyczasie przygotowałam masło, to znaczy utarłam je na gładką masę.

Ciasto rozwałkowałam na prostokąt o długości 3 razy większej niż szerokość, 2/3 długości posmarowałam połową masła i złożyłam je 3 razy, znów rozwałkowałam i ponownie  złożyłam, a potem powtórzyłam ten proces. Znów rozwałkowałam, rozsmarowałam masło i złożyłam ciasto. Następnie włożyłam je do zamrażarki na pół godziny, a potem  do lodówki.

W lodówce ciasto powinno leżeć przez godzinę, ale nic się nie stanie, jak poleży sobie dłużej. Może nawet poleżeć parę dni. Moje leżało chyba 3 dni, zanim znalazłam czas na pieczenie…

Ciasto wyjąć z lodówki i rozwałkować na placek grubości około 6 mm.

Wykroić  z ciasta trójkąty o podstawie mniejszej niż wysokość, Pierre Herme sugeruje  podstawę 14 cm i wysokość 16 cm. Ja zrobiłam  proporcjonalnie nieco mniejsze.

Każdy trójkąt zrolować i nadać mu kształt rogalika. Ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i przy pomocy pędzla posmarować żółtkiem roztrzepanym z odrobiną wody. Zostawić do wyrośnięcia na godzinę. Po wyrośnięciu jeszcze raz posmarować je żółtkiem.

 

Piec w temperaturze 220 stopni przez 5 minut, a następnie zmniejszyć temperaturę do 190 stopni i piec croissanty jeszcze przez kolejnych 10 minut.

 

Croissanty

24 sztuki

 

30 g masła

10 g drożdży

170 ml wody

420 g mąki typu 450

8 g miałkiej soli

60 g cukru

10 g pełnotłustego mleka w proszku

250 g miękkiego masła

1 żółtko wymieszane z odrobiną wody do posmarowania croissantów

 

 

 

Smacznego,

 

 

Basia

 

 

 

Facebook

Likebox Slider for WordPress