Tarta z orzechami włoskimi i syropem klonowym (a jeśli trzeba, to mazurek)

komentarzy 5

Ta tarta, o której piszę dziś może doskonale wystąpić w charakterze mazurka, więc jeśli jeszcze nie zdecydowaliście, co upiec na tegoroczną Wielkanoc, to szczerze polecam, bo jest naprawdę bardzo ciekawa i smaczna.

Zresztą,  jeśli zawiera w sobie orzechy i syrop klonowy,  to czy mogłaby nie być dobra?

 

ciasto:

250 g mąki

125 g bardzo zimnego masła pokrojonego w mała kosteczkę

½ łyżeczki soli

2-3 łyżeczki cukru

4-5 łyżek lodowatej wody.

 

nadzienie:

250 g grubo posiekanych orzechów włoskich

200 g syropu klonowego

2 ubite jajka

2 łyżki roztopionego masła

2 łyżki alkoholu, ja dałam wódkę, ale może być na przykład rum

szczypta soli

łyżeczka  naturalnej esencji waniliowej

2 łyżki mąki pszennej

¼ (lub nawet jeszcze mniej) cynamonu mielonego

¼ (lub nawet jeszcze mniej) mielonej gałki muszkatołowej

 

Rozgrzać piekarnik do  około 190 stopni.

Z podanych wyżej składników zagnieść szybko ciasto ( ja użyłam robota kuchennego), uformować z niego kulę, zawinąć w folię do żywności i  i wstawić do lodówki na minimum godzinę, ale może leżeć w lodówce nawet 2 dni, jeśli trzeba.

Wyjąć ciasto z lodówki, pozostawić w temperaturze pokojowej, aż będzie je można rozwałkować.

Rozwałkować na cienki, (około 5mm grubości) placek o średnicy około 30 cm i wyłożyć nim odpowiednią formę do pieczenia. Wyrównać brzegi, nakłuć wudelcem.

Na tę „foremkę“ z ciasta wysypać orzechy i równo je rozłożyć.

W misce ubić jajka, ubijając dalej dodać do nich syrop klonowy, roztopione masło, makę i przyprawy, wszystko miksować przez chwilę, a następnie wylać na ułożone wcześniej orzechy.

Wstawić do piekarnika na około 45 minut.

Po około 20 minutach sprawdzić, bo może się okazać, że brzegi zaczynają się przypiekać, wtedy przykryć folią aluminiową i dalej piec.

Nadzienie zacznie się podnosić pdczs pieczenia, ale nie należy się tym przejmować, po wyjęciu z piekarnika, jak się schłodzi, to opadnie.

Upieczoną, ładnie rumiana tartę wyjąć z piekarnika i wystudzić przed podaniem.

 

My zjedliśmy  tę tartę z odrobiną bitej śmietany dosmaczonej podczas ubijania likierem orzechowym.

Było pyszne, polecam!

 

Basia

Grissini

Brak komentarzy

Bardzo lubię, jak w domu jest jakaś „dyżurna“ paczka grissini, włoskich paluszków upieczonych z ciasta chlebowego.

Do tej pory nigdy ich nie piekłam,  kupowałam takie, które dostępne sa w sklepach.

Ostatnio zapragnęłam grissini, ale okazało się, że nie ma ich w domu. Na to moja Córka stwierdziła, że żaden problem, można upiec!

Upiekła je i były wyśmienite!

Wczoraj, kiedy byłyśmy razem na zakupach, wstąpiłyśmy też do Almy. Byłyśmy wygłodniałe starsznie,  chciałam kupić coś do szybkiego przekąszenia w drodze do domu. Kiedy Córka zaproponowała grissini,  stwierdziłam, że nie,  grissini upiekę  sama !

Poprzestałyśmy na jednodniowym soku marchewkowym  🙂

Wprawdzie wczoraj nie udało mi się upiec paluszków, ale dziś już tak.

Mając doświadczenie paluszków pieczonych przez moją Córkę i tych upieczonych przeze mnie, na podstawie innego przepisu, uważam, że jeśli chcemy uzyskać cieniutkie grissini, nie należy do nich dawać zbyt dużo drożdży, ponieważ wyrastają dość mocno.

Zatem jeśli chcemy mieć cieniutkie paluszki, to myślę, że w zupełności wystarczy 20 g świeżych drożdży na 500 g maki. Jeśli  natomiast chcemy, żeby były grubsze, można dać 40 g na tę ilość mąki.

Grissini

 

500g mąki

20/ 40 g świeżych drożdży

300 ml ciepłego mleka

50 g oliwy extra vergine

łyżeczka soli morskiej

2 łyżeczki cukru

 

dodatki:

40 g utartego parmezanu

suszone oregano

mielona kozieradka

mielone chili

albo coś innego, na przykład suszony czosnek, czarnuszka, kminek, grubo zmielona sól morska

 

Drożdże wkruszyć do ciepłego mleka, dodać 2 łyżeczki cukru, wymieszać, zostawić  na kwadrans aż zaczną wyrastać z mleka.

Do  miski wsypać mąkę, sól, dodać oliwę i „rozruszane“ drożdże z mlekiem. Wyrabiać około 10 minut ( ja użyłam robota do tego). Gdy ciasto jest wyrobione, przykryć sściereczką i zostawić do wyrośnięcia na około godzinę.

Rozgrzać iekarnik do 190 stopni.

Ciasto podzielić na części, tyle części, ile chcemy mieć różnych dodatków do paluszków.

Ja zrobiłam 3 rodzaje, zatem podzieliłam na trzy części.

Do jednej dodałam utarty parmezan, do drugiej oregano suszone, a do trzeciej – szczyptę chili i mielonej kozieradki .

Ciasto rozwałkować na grubość około 0,5 cm. Następnie odkrawać cienkie paski o szerokości 0,5 cm i długości takiej, żeby zmieścił się na blasze do pieczenia. Każdy pasek rolować jeszcze na desce albo w rękach, mżna lekko naciągnąć na długość.

Paluszki układać na papierze do pieczenia, zostawiając między paluszkami miejsce na ewentualne wyrośnięcie.

Piec, aż zaczną się rumienić, i będą delkatnie wysuszone, jakieś 10-15 minut.

Grubsze dłużej, cienkie krócej.

Zaraz po upieczeniu musiałam ich spróbować.  Te grubsze maczałam w oliwie, w której zamarynowałam kiedyś oliwki i ma w zwiazku z tym bardzo ciekawy smak.  Pycha!

Polecam!

 

Basia

 

 

Czekoladowe ciasto z orzeźwiającą owocową nutą

Brak komentarzy

To jest fajne czekoladowe ciasto, z orzeźwiającą, owocową nutą. Jest bardzo łatwe w przygotowaniu i ciekawe w smaku.

Od razu czuje się w nim coś niecodziennego, jak na czekoladowe ciasto,  ale trudno jest z początku określić, na czym to dokładnie polega.

To jest ta konfitura w cieście, której wprawdzie nie widać, ale jednak bardzo wpływa na smak. Daje jakąś lekkość, owocową świeżość czekoladzie.

Znów zainspirowała mnie Nigella. Niezmiennie uważam, że jeśli trzeba pomysłu na dobre, i sprawdzone desery, to Nigella jest niezastąpiona. Nigdy mnie nie zawiodła. I choć wydaje mi się, że zrobiłam już wszystkie jej ciasta i torty, to kiedy szukam znów czegoś fajnego, okazuje się, że trafiam na coś nowego, czego nie znałam. Na szczęście 🙂

 

Czekoladowe ciasto z marmoladą pomarańczową i morelową

100 g czekolady gorzkiej

125 g masła

2 jajka ubite

150 g mąki

150 g cukru

300 g cienko pokrojonej marmolady pomarańczowej (Nigella zaleca właśnie taką pomarańczową, ale jeśli się bardzo nie chce – nie każdy  bowiem lubi charakterystyczny, gorzkawy smak pomarańczowej angielskiej marmolady – to morelowej lub malinowej. Ja dałam 150 g marmolady pomarańczowej  (tylko tyle miałam) i 150 konfitury morelowej produkcji mojej Mamy. Myślę też, że pewnie może być problem z kupieniem takiej prawdziwej marmolady z pomarańczy, krojonej ze skórą, ale mam nadzieję, że Alma powinna dać radę 🙂 )

szczypta soli

1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

 

Rozgrzałam piekarnik do 180 stopni.

W rondlu roztopiłam masło, dodałam do niego połamaną na kawałki czekoladę, kiedy zaczęła się rozpuszczać, zdjęłam z kuchenki i mieszałam łyżką drewnianą, aż całkiem się rozpuściła i stanowiła z masłem gładką masę. Dodałam cukier, marmoladę i konfiturę morelową i dalej mieszałam. Dodałam ubite lekko jajka, a potem ostrożnie dodawałam po łyżce mąkę wymieszaną z proszkiem i ciągle ubijałam. Gdy wszystko było dokładnie wymieszane na jednolita masę, przełożyłam ciasto do wysmarowanej masłem foremki o średnicy 20 cm.

Ciasto wstawiłam do piekarnika. Piekłam około 45 minut,  wyjęłam, kiedy wbity do ciasta patyczek wychodził z niego czysty.

Po chwili stygnięcia wyjęłam ciasto z formy i spróbowałam jeszcze lekko ciepłe.

Ciasto jest bardzo smaczne, zupełnie nie jest ciężkie, wręcz przeciwnie- pomarańcze i morele dodają mu owocowej lekkości.

 

Polecam,

 

Basia

Jajka w kokilkach

komentarze 2

Kiedy zabierałam się dziś rano za przygotowywanie śniadania, pomyślałam, że chciałabym zrobić coś nowego, czego do tej pory nie robiłam.

Oczywiście musiała to być jakaś fajna wersja jajek.

Z pomocą przyszła Nigella i jej pomysł na jajka w kokilkach.

Bardzo spodobały mi się te jajka i myślę, że często będę je przygotowywać, również z różnymi dodatkami. Tym razem jednak zrobiłam wersję podstawową.

 

Jajka w kokilkach

4 jajka

4 łyżki śmietanki kremówki ( 4 x 15 ml)

sól morska

masło do wysmarowania kokilek

ok 2 łyżeczki oliwy, ja dałam przygotowaną w domu oliwę z dodatkiem rozmarynu i czosnku, bardzo delikatnie aromatyczną. Nigella proponuje dodatek oliwy truflowej.

 

 

Nagrzałam piekarnik do około 150 stopni. Naczynka do zapiekania- ramekiny o pojemności około 120 ml- posmarowałam wewnątrz masłem. Do każdego naczynka wbiłam jajko, posypałam odrobiną soli morskiej, wlałam  po łyżce stołowej śmietanki, a na wierzch odrobinę, może pół łyżeczki oliwy z rozmarynem i czosnkiem.

Zagotowałam czajnik wody. Ramekiny ustawiłam w blaszce do pieczenia z wyższym brzegiem, wypełniłam naczynie zagotowaną wodą, mniej więcej do 1/2  wysokości ramekinów. Blaszkę wstawiłam do piekarnika, piekłam 15 minut. Od razu podałam na stół.

Do jajek w koszulkach jedliśmy tosty. Był też twarożek z rzodkiewką i cebulką dymką, pomidorki koktajlowe z mozzarellą i bazylią i oczywiście pyszna kawa.

Miłej niedzieli!

 

 

Basia

 

 

 

Kremowe curry z krewetkami

Brak komentarzy

Wiem, że niektórzy z Was nie zgodzą się ze mną, ale mimo to powiem, że życie bez krewetek byłoby smutne.

Bardzo je lubię i – na szczęście –  lubi je również moja Rodzina 🙂

Najlepsze są najprostsze potrawy z krewetek, na przykład to kremowe curry, które podpatrzyłam w książce „The food of India, a journey for food lovers”.

Kremowe curry z krewetkami

2 porcje

 

 

300 g dużych krewetek obranych, ale z ogonami

1 cebula drobno posiekana

2 łyżki oleju roślinnego

1 ząbek czosnku posiekany

1/2 łyżeczki kurkumy

1/2 łyżeczki cynamonu

1/2 łyżeczki imbiru

1/2 łyżeczki chili

nasiona z 5-7 owoców kardamonu rozgniecione w moździerzu

sok z 1/2  cytryny

sól

50 g mleka kokosowego

170 ml wody

siekana świeża kolendra albo inne świeże zioła do posypania gotowego dania

 

Krewetki polałam sokiem z cytryny, wymieszałam i odstawiłam.

Na grubej patelni rozgrzałam olej, wrzuciłam posiekaną cebulę i podsmażałam ją, aż była lekko brązowa. Dodałam wszystkie przyprawy, czosnek, mleko kokosowe wymieszane z wodą i dalej  dusiłam przez kilka minut. Dodałam krewetki odcedzone z soku cytrynowego.

Wszystko dusiłam jeszcze przez kilka minut.

Takie curry można podać z ryżem, z chlebkami naan albo po prostu z bagietką.

Można je przed podaniem posypać siekaną świeżą kolendrą i wtedy to będzie bardzo po indyjsku 🙂

Smacznego,

Basia

Zupa z jarzynami, mlekiem kokosowym i świeżą miętą

Brak komentarzy

Czuć wiosnę w powietrzu!

Dziś jest piękny dzień, świeci słońce i choć jest tylko parę stopni powyżej zera, jest naprawdę wiosennie.

Ścięłam w ogrodzie gałęzie forsycji i pigwowca i wstawiłam do wazonów, mam nadzieję, że w ciągu kilku dni rozkwitną, a wtedy już zdecydowanie będzie wiosna, …przynajmniej w domu 🙂

Na sobotni obiad ugotowałam zupę z jarzynami i mlekiem kokosowym.

Wprawdzie w pierwszej chwili miałam zamiar urządzić sobie podróż sentymentalną do dzieciństwa i ugotować moją, ulubioną w tamtych czasach, jarzynową zupę przecieraną, ale jednak zmieniłam plany, bo czułam, że mam  dziś ochotę na bardziej wyraźne smaki.

 

Zupa z jarzynami, mlekiem kokosowym i świeżą miętą

3-4 porcje

 

1 nieduża marchewka

1 nieduża pietruszka

1 nieduży por (biała część)

1 spory ziemniak

pół czerwonej papryki

1 łyżeczka mielonej kolendry

spora szczypta chili

sok z około 1/2 cytryny

2 łyżeczki cukru demerara

sól morska

50 g mleka kokosowego w proszku

listki świeżej mięty

 

ewentualnie grzanki z bułki (ja zrobiłam)

 

 

Do garnka wlałam zimną wodę (około 1 litra), dodałam pokrojone jarzyny, posoliłam i gotowałam, aż wszystkie jarzyny były miękkie. Do gotowania dodałam też kolendrę, chili i cukier.

Zupę przelałam przez sito (żeby pozbawić ją kawałeczków skóry z papryki), a następnie przelałam ją do blendera, dodałam do zupy mleko kokosowe w proszku i zmiksowałam. Zmiksowaną zupę doprawiłam sokiem z cytryny i jeszcze odrobiną soli.

Przygotowałam grzanki z bułki.

Zupę posypaną listkami świeżej mięty (oczywiście doniczkowej) podałam wraz z chrupiącymi grzankami.

 

Smacznego,

 

Basia

Czekoladowe ciasto z czekoladową polewą i kandyzowanymi fiołkami

Brak komentarzy

To intensywnie czekoladowe ciasto z czekoladową polewą i dekoracją z kandyzowanych  fiołków może być eleganckim ciastem na specjalną okazję.

Może też być po prostu  przyjemnością zrobioną najbliższym  🙂

Do ozdobienia ciasta użyłam cukrzonych fiołków, które przywiozła moja Córka z Francji. Ale można takie fiołki przygotować w domu. Oczywiście wtedy, kiedy jest sezon na nie, to znaczy wczesną wiosną. Koło mojego domu rosną fiołki, postaram się tej wiosny samodzielnie zrobić takie kandyzowane fiołki.

Czekoladowe ciasto z czekoladową polewą

 

ciasto:

130 g miękkiego masła

2 jajka ( osobno żółtka i białka)

szczypta soli

100 g gorzkiej czekolady

170 g cukru

170 g mąki

kopiata łyżeczka proszku do pieczenia

kopiata łyżka kakao

60 ml mleka (najlepiej tłustego)

 

polewa:

150 g gorzkiej czekolady

150 ml śmietanki kremówki

naturalna esencja pomarańczowa ( opcja)

 

Rozgrzać piekarnik do około 180 stopni. Roztopić czekoladę i zostawić do wystygnięcia

Masło utrzeć z cukrem na puszystą masę, dodawać  kolejno żółtka i dalej ucierać. Dodać  roztopioną czekoladę i dalej ucierając  dodawać mleko, kakao, mąkę z proszkiem.

Osobno ubić białka ze szczyptą soli na sztywną pianę  i delikatnie wymieszać z czekoladową masą.

Ciasto przełożyć do formy o średnicy 20 cm wysmarowanej masłem, wyrównać wierzch i wstawić do piekarnika. Piec około 45 minut i kiedy patyczek wbity do ciasta wyjmuje sie suchy, wyjąć ciasto  z piekarnika i wystudzić.

Przygotować polewę. Czekoladę połamaną na kawałki podgrzewać wraz ze śmietanką, aż się rozpuści, dokładnie wymieszać, żeby powstała gladka masa, dodać  naturalną esencję pomarańczową (niekoniecznie, jeśli jej nie macie lub nie lubicie. My bardzo lubimy czekoladę z aromatem pomarańczy 🙂 )

Wystudzone ciasto posmarować czekoladą, a gdy  zastygnie ozdobić fiołkami, albo na przykład skórką pomarańczową kandyzowaną.

Smacznego,

Basia

Pączki!

Brak komentarzy

Niestety, nie uczciłam godnie tegorocznego Tłustego Czwartku, nie usmażyłam ani chrustu, ani niczego innego 🙁

Ale przecież mamy jeszcze ostatnie dni karnawału i dzisiejsza  jego ostatnia niedziela  była całkiem dobrym dniem, żeby się choć trochę zrehabilitować 🙂

I tak właśnie dziś usmażyłyśmy razem z Córką pączki. Pączki z różą, oczywiście!

Ja do tej pory podchodziłam   do smażenia pączków raczej z rezerwą.

Kiedyś, przed laty, zabrałam się za nie i  nie można było nazwać tego przedsięwzięcia sukcesem.  Pewnie dlatego nie miałam odwagi ponownie podejmować sie tego zadania.

Natomiast moja Córka, po lekturze znalezionych w internecie receptur i  różnych wskazówek  na temat smażenia pączków,  zupełnie nie widziała problemu w ich przygotowaniu.

Wyszukałam przepis, który dostałam od mojej Mamy naprawdę wiele lat temu i zrobiłysmy pączki właśnie według tego przepisu.

Tym razem mogę powiedzieć, że nasze pączki wyszły wyśmienite!

 

Pączki 

ciasto:

0,5 kg mąki

42 g drożdży

75 g cukru

250 ml mleka

3 żółtka

1 jajko

szczypta soli

50 g masła

30 ml spirytusu

łyżeczka Madagascar Bourbon Pure Vanilla Bean Paste Nielsen-Massey lub innego naturalnego ekstraktu z wanilii

 

do smażenia:

1 kg smalcu

 

nadzienie:

domowe powidła śliwkowe pomieszane z konfiturą z utartych płatków róży

 

lukier:

cukier puder + sok z cytryny

smażona skórka pomarańczowa do dekorcji

 

Drożdże rozpuścić w ciepłym mleku z dodatkiem łyżeczki cukru i łyżeczki mąki. Zostawić, aż wyrosną.

Wszystkie składniki ciasta wsypać do miski i wyrabiać (ja robiłam to przy pomocy robota). Na koniec wyrabiania dodać roztopione i przestudzone masło. Wyrabiać jeszcze przez chwilę. Ciasto ma nie być zbyt gęste. Zostawić przykryte ściereczka w ciepłym miejscu do wyrośnięcia, mniej więcej na godzinę.

Kiedy ciasto podwoi swą objetość, rozwałkować na grubość około 2 cm i wykrawać kółka o średnicy około 6 cm, na przykład kieliszkiem.

Rozłożyć kółka z ciasta na posypanej mąką desce, przykryć ściereczką i zostawić w ciepłym miejscu na około 40 minut, żeby wyrosły.

Gdy wyrosną, rozgrzać tłuszcz.

My smażyłyśmy na dużej, głebokiej patelni.

Bardzo ważna jest temperatura tłuszczu, nie może byc za wysoka, żeby pączki nie  rumieniły się za szybko, zanim usmażą się w środku.

Podobno właściwa temperatura jest wtedy, gdy po włożeniu do tłuszczu (aż do samego dna naczynia) drewnianej łyżki odwrotną stroną, wylatują bąbelki powietrza. Myślę, że te bąbelki powinny wydobywać się naprawdę mocno i intensywnie. Jeśli to są takie nieśmiałe bąbelki, to znaczy, że tłuszcz jest za zimny.

Smażyć pączki przez około 1-1 ½ min z każej strony, aż będą dobrze rumiane.

Gotowe wyjmować na talerz wyłożony bibułą, czy ręcznkiem papierowym, żeby pozbawić je nadmiaru tłuszczu.

Gorące pączki można nadziewać specjalną szprycą albo, tak jak my, urządzeniem do dekorowania tortów z założoną długą wąską końcówką.

Przygotować lukier, utrzeć cukier puder z sokiem z cytryny.

Polukrować pączki, ozdobić skórką cytrynową.

Naprawdę pyszne, prawdziwe, domowe pączki!

 

Smacznego,

Basia

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ciasto cytrynowo-jogurtowe

komentarze 3

Zabrałam się za pieczenie ciasta, to znaczy wymyśliłam, co chcę upiec, włączyłam piekarnik i… okazało się, że nie mam wystarczająco dużo mąki pszennej, z której miało być zrobione moje ciasto.

W związku z tym, że już nastawiłam się na pieczenie, zmodyfikowałam przepis i zamiast samej  białej mąki pszennej dodałam do ciasta część mąki pełnoziarnistej, również pszennej.

Przepis pochodzi z najnowszej książki Nigelli  Lawson „Nigellissima”. W mojej wersji jest – poza zmianą związaną z mąką pełnoziarnistą – jeszcze inna zmiana, dodałam otartą skórką z całej cytryny (nie z połowy)i dodałam też naturalną esencję cytrynową.

Poza tym uważam, że w oryginale jest trochę za dużo cukru, bo 250 g.

Myślę, że 175- 200 g jest zupełnie wystarczające, tym bardziej, jeśli się planuje jeszcze pudrowanie cukrem po upieczeniu.

Jadłam ciasto zaraz po upieczeniu, jeszcze ciepłe 🙂

Jest smaczne, przyjemnie cytrynowe i wilgotne. Mam nadzieję, że takie pozostanie też po wystygnięciu. Wygląda na to, że zmiana mąki mu nie zaszkodziła!

 

Cytrynowe ciasto z jogurtem

 

100 g pełnoziarnistej mąki pszennej

75 g mąki pszennej standardowej

75 g maki kukurydzianej ( można też dać ziemniaczaną)

150 g jogurtu naturalnego

150 ml oleju roślinnego, bezwonnego-dałam Wielkopolski

skórka otarta z całej cytryny

kilka kropli naturalnej esencji cytrynowej

3 jajka ( oddzielone żółtka od białek)

175-200 g cukru

2 łyżeczki naturalnej esencji waniliowej ( jak zwykle produkcji Nielsen-Massey)

szczypta soli

nieco cukru pudru do posypania gotowego ciasta

 

Rozgrzałam piekarnik do 180 stopni.

Robotem ubiłam żółtka z cukrem i jogurtem, dodałam wanilię, skórkę z cytryny i esencję cytrynową.

Ubiłam osobno białka na sztywną pianę.

Do ubijanych żółtek z jogurtem dodałam olej i dalej ubijałam, dodałam stopniowo mąkę i dalej ubijałam.

W końcu dodałam pianę i lekko wymieszałam łyżką całość.

Masę przełożyłam do okrągłej formy o średnicy ok 22 cm wysmarowanej wcześniej masłem i wstawiłam do piekarnika.

Piekłam około 30-35 minut, gdy ciasto wyrosło, było lekko złote i zaczęło pękać sprawdziłam patyczkiem. Był po wyjęciu z ciasta suchy, więc wyjęłam ciasto z piekarnika.

To cytrynowo-jogurtowe ciasto pysznie smakowało z kubkiem dobrej herbaty Earl Grey  🙂

 

Smacznego,

 

 

Basia

 

 

 

 

 

 

Drożdżowe rożki z orzechowym nadzieniem

Brak komentarzy

Niedzielne przedpołudnie, to dobry czas, żeby upiec coś pysznego!

Upiekłam więc drożdżowe rogaliki z nadzieniem orzechowym.

Przez wiele lat nie zabierałam się za drożdżowe wypieki. Uważałam, że to trudne, skomplikowane i czasochłonne. Teraz, odkąd przekonałam się do drożdżowego ciasta, całkiem często je piekę i bardzo mi się to spodobało. Choć niewątpliwie takie pieczenie wymaga sporo czasu.

Moje dzisiejsze rogaliki mają nadzienie orzechowe, ale można je  też zrobić z powidłami albo czekoladą, jeśli ktoś woli.

Do miski robota wsypałam mąkę, dodałam miękkie masło, szczyptę soli, jajko, cukier i wanilię.

Osobno w ciepłym mleku roztarłam drożdże, dodałam łyżeczkę cukru i zostawiłam drożdże na około 15 minut do wyrośnięcia. Gdy wyrosły przelałam je do miski z resztą składników.

Wyrabiałam ciasto około 10 minut, aż było gładkie.

Przykryłam folią i wstawiłam do lodówki na 2 godziny.

Przygotowałam od razu nadzienie, wymieszałam mielone orzechy z cukrem pudrem i śmietanką i wstawiłam do lodówki, żeby masa trochę zgęstniała, to znaczy, żeby orzechy wchłonęły śmietankę.

Po 2 godzinach wyjęłam ciasto, rozgrzałam piekarnik do około 180 stopni.

Ciasto podzieliłam na 3 części, każdą rozwałkowałam na placek grubości około 3-4 mm i pokroiłam na 8 trójkątów.

Na każdym trójkącie, przy samej podstawie kładłam porcję nadzienia i zwijałam, wolny brzeg chowając pod spód, żeby rożek nie rozwinął się podczas pieczenia.

Rożki ułożyłam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i piekłam przez około 25 minut.

Po wyjęciu z piekarnika posypałam cukrem pudrem.

Rożki z nadzieniem orzechowym

ciasto:

270 g mąki pszennej

110 g miękkiego masła

30 g cukru pudru + trochę do  posypania gotowych rożków

szczypta soli

1 jajko

25 g świeżych drożdży

75 ml ciepłego mleka + łyżeczka cukru

1 łyżeczka naturalnej esencji waniliowej

 

nadzienie:

100 g włoskich orzechów zmielonych

30 g cukru pudru

50 ml śmietanki kremówki

 

Smacznego,

 

Basia

 

 

 

 

 

 

Facebook

Likebox Slider for WordPress