Już wspominałam Wam kiedyś, że bardzo lubię pesto bazyliowe. A najbardziej, takie świeże! Poza walorami smakowymi, ono ma obłędny kolor. Taki soczysty! Robi się je błyskawicznie, miksując w blenderze liście bazylii, oliwę, czosnek, parmezan , a lepiej gdy znajdzie się też jeszcze pecorino. Oczywiście przyprawy: ocet winny sól, cukier, no i orzeszki pinii! Jednak zimą trudno robić je ze szklarniowej bazylii, pozostaje kupiony w sklepie słoik z aromatyczną, bazyliową papką w kolorze khaki. Ale nie narzekajmy, dobre i to! Jednak wtedy dorzucam sama choć parę listków świeżej bazylii, żeby zintensyfikować kolor tego kupnego pesto ze słoika.
Oczywiście nie zawsze bardzo potrzebny jest jego żywy kolor, wszystko zależy do czego go używamy. Ale do naleśników, o których chciałabym dziś Wam opowiedzieć, jest po prostu niezbędny.
Te naleśniki pojawiły się u nas w domu parę lat temu i od razu podbiły serce mojej Córki!
Są u nas daniem śniadaniowym, co nie przeszkadza wcale, żebyście przygotowali je na obiad, czy kolację. I doskonale smakują ze świeżymi pomidorami.
Najlepsze są pewnie te świeżo usmażone, ale przyznam, że często zdarza mi się je zrobić wieczorem poprzedniego dnia i rano tylko odsmażyć. Przecież wiadomo, że rano lepiej jest dłużej pospać…
I zostało sprawdzone, że nic im to nie szkodzi!
Jak widać, same korzyści : można pospać dłużej i jeszcze do tego jest pyszne śniadanie!
Zielone naleśniki
4 sztuki o średnicy 22cm
150 ml mleka
75 g pesto
1 jajko
75 g mąki
olej do smażenia
4 plastry dobrej szynki o dużym przekroju , trochę mniejszym niż średnica naleśnika
W blenderze zmiksować na gładką masę mąkę, pesto, mleko, jajko. Ja dodałam jeszcze kilka , czy kilkanaście, listków świeżej ( szklarniowej) bazylii.
Patelnię do naleśników rozgrzać na dużym ogniu, spryskać ją lub posmarować olejem.
Można na sąsiednim palniku rozgrzać drugą patelnię do odsmażenia gotowych naleśników. Jednak, jeśli zamierzacie je zostawić na później (czy na śniadanie następnego dnia), odsmażyć je trzeba dopiero przed podaniem, oczywiście.
Na gorącą patelnię wylać porcję ciasta na naleśniki i usmażyć na jasnozłoty kolor. Odwrócić i smażyć z drugiej strony. Na patelnię wylewa się nieco grubszą warstwę niż tradycyjnego ciasta naleśnikowego, bo ono jest dość gęste.
Trzeba ostrożnie przewracać, bo te naleśniki nie są tak elastyczne, jak standardowe. Są dość kruche.
Na usmażonym naleśniku położyć plaster szynki i złożyć go lub zwinąć, tak jak lubicie.
Odsmażyć ze wszystkich stron na spryskanej olejem patelni. Można przed podaniem każdy naleśnik posmarować z wierzchu cieniutką warstwą pesto. Można posypać świeżo utartym parmezanem.
Ale z pewnością należy je podać ze świeżymi pomidorami i cebulką.
Smacznego!
Basia
Zdarza się czasem, że trzeba zrobić coś do jedzenia NATYCHMIAST!
To są różne sytuacje, czasem niezapowiedziany gość, czasem przypalony obiad, który musiał wylądować w koszu na śmieci, a czasem po prostu lenistwo.
Każdy powód jest dobry, żeby zrobić to błyskawiczne i jednocześnie całkiem efektowne, a przy tym bardzo smaczne danie.
Dodatkową jego zaletą jest to, że naprawdę ma nieograniczone możliwości dostosowania się do zawartości Waszej lodówki czy spiżarni.
W zależności od potrzeb, oczekiwań i możliwości będzie to lekka sałatka albo całkiem treściwe danie.
Pyszna sałata EKSPRESOWA
Potrzebna będzie sałata. Może być masłowa, może być lodowa albo rzymska.
Może być ich mieszanka, w dowolnej konfiguracji . Można ją urozmaicić listkami rukoli, radicchio czy roszponki. Dowolność po raz pierwszy.
Dalej proponuję pomidory, o tej porze najsmaczniejsze są z pewnością koktajlowe albo truskawkowe. Z punktu widzenia efektu wizualnego, też to jest najlepszy wybór.
Potem ogórek. Może być papryka czerwona albo żółta, ale na pewno ta, którą lubicie i która kolorystycznie bardziej Wam pasuje.
Plasterki awokado, podsmażone krótko plasterki cukinii, piórka czerwonej cebuli albo siekana dymka. Albo obie, będzie ładnie!
Kawałki pieczonego kurczaka, podsmażony boczek lub szynka, tuńczyk z puszki.
Utarty parmezan, kawałki sera pleśniowego, sera brie lub camembert, fety, solonej ricotty albo mozzarelli.
Suszone pomidory, oliwki czarne, oliwki zielone, kapary.
Ugotowane jaja kurze, albo najpiękniej – przepiórcze!
Prażone płatki migdałów, orzechy włoskie, laskowe, orzeszki pinii.
Dowolność składników powala!
Kolejną dowolność daje sos, może być tylko oliwa z oliwek i ocet winny czy balsamiczny. Ale może też być sos z dodatkiem pesto, jogurtu albo majonezu, jeśli w takim gustujecie.
Widzicie ile macie możliwości? To z pewnością nie jest wszystko, może być jeszcze wiele innych pomysłów.
Sałatę po umyciu i (obowiązkowo!) wysuszeniu należy delikatnie porozrywać na mniejsze kawałki. Grube liście (na przykład sałatę lodową) można pokroić i na sałacie układać kolejne składniki
Pomidorki koktajlowe przekroić na pół, jeśli jednak są większe, trzeba je pokroić na cząstki, ogórki w plasterki.
Doskonale spisuje się świeżo podsmażony boczek, można do niego dorzucić też pozostałe z poprzedniego obiadu kawałki kurczaka i razem podsmażyć. Najlepszy jest boczek wysmażony na chrupiąco, na bardzo gorącym oleju lub oliwie.
Ja uwielbiam w tej sałatce kawałki dobrego tuńczyka w oleju.
Koniecznie oliwki, a jeśli lubicie, to paseczki suszonych pomidorów i mięciutkiego jak masło awokado.
Sery! Najprościej utrzeć parmezan, ale ja daję zwykle kilka rodzajów, bo pleśniowy jest dla Córki i Męża, brie dla mnie a cheddar, kozi i comte dla wszystkich.
A teraz już sos. Jeśli lubicie pesto, to gorąco polecam mój ulubiony: duża łyżka pesto, 2 łyżki oliwy z oliwek, łyżka octu winnego, łyżeczka cukru i ewentualnie czosnek, jeśli lubicie. Dokładnie wymieszać i sos gotowy!
Można przygotować sos z jogurtu lub jogurtu i dodatku majonezu, albo po prostu winegret.
Jednak w tej sałacie, przynajmniej dla mnie, sos z pesto jest absolutnie bezkonkurencyjny.
A jeśli na wierzchu są wyprażone orzeszki piniowe, a do tego jeszcze chrupiąca bagietka z masłem, to nic już więcej nie trzeba do szczęścia!
Basia
Na pewno nie jestem zagorzałą fanką kapusty i selera, szczególnie gotowanych.
Natomiast, zupełnie nie wyobrażam sobie życia bez bakłażana, pomidorów, cebuli, czosnku, cukinii, ogórka…
Mogłabym jeszcze sporo takich warzyw wymienić, które często goszczą w mojej kuchni.
Bakłażan ma w niej szczególną pozycję. On jest taki majestatyczny! Może przez swój kształt i rozmiar, a może przez głęboki, elegancki kolor i piękny połysk? Z pewnością, przez swoją wyjątkowość!
Zawsze czekam na tę porę, kiedy pojawią się nowe, dojrzałe bakłażany.
Teraz, wprawdzie, można je znaleźć w supermarketach prawie o każdej porze roku, ale te z sezonu są szczególne.
Cóż, trzeba będzie na nie poczekać jeszcze dobrych kilka miesięcy.
Oczywiście w tak zwanym „międzyczasie”( a cóż to właściwie jest, ten „międzyczas”?) pragnienie bakłażanowe trzeba zaspokoić potrawą z bakłażana „ pozasezonowego”.
Jest kilka wersji bakłażana, które często gotuję. Wśród nich jest gratin, czyli coś w rodzaju zapiekanki, tutaj z bakłażana (często z dodatkiem innych warzyw), z chrupiącą parmezanową skorupką na wierzchu. Jest bakłażan duszony z kurczakiem lub indykiem, z pomidorami i czosnkiem. Jest też moja wersja musaki, czyli bakłażan zapiekany z mielonym mięsem i sosem pomidorowym, czasem też z dodatkiem fety.
Moja dzisiejsza propozycja, to nie gratin i nie musaka. Coś, co łączy w sobie pewne cechy obu tych dań. Przez dodatek mięsa, może stanowić danie obiadowe, a nie tylko jego część. Chociaż pewnie dla wielu osób ( tak jak dla mnie), nawet bez mięsa, byłby to wystarczający posiłek.
Bakłażan z pomidorami i mielonym mięsem, zapiekany pod skorupką z parmezanu.
Jeśli chcecie spróbować, to podaję przepis:
na 4 porcje:
1 duży lub 2 małe bakłażany pokrojony na plastry o grubości około 8mm
1 cebula pokrojona w piórka
4 dojrzałe pomidory , sparzone, obrane ze skóry i pokrojone w plastry około 5-7 mm
300g mielonego mięsa, ja użyłam chudej wołowiny i chudej wieprzowiny w stosunku 2:1
50g utartego parmezanu
50 g bułki tartej
siekana natka pietruszki lub świeża bazylia( opcjonalnie)
2-3 ząbki czosnku rozgniecione.
ocet balsamiczny
suszone oregano
świeżo zmielony pieprz
sól, cukier
oliwa nie z pierwszego tłoczenia
Najpierw włączyłam piekarnik , żeby się rozgrzał do temperatury około 180stopni.
Gdy się rozgrzewał, na niewielkiej ilości oliwy rozgrzanej na dużej patelni, podpiekłam plastry bakłażana.
Użyłam dużej patelni, żeby szybko poradzić sobie ze wszystkimi plastrami
Na drugiej patelni usmażyłam rozdrobnione widelcem mięso. Nie dodawałam tu tłuszczu, posoliłam, dodałam czosnek, pieprz i lekko zrumieniłam mięso. Odstawiłam.
Naczynie do zapiekania ( ja użyłam naczynia o głębokości około 6 cm) posmarowałam oliwą i na dnie położyłam cebulę pokrojona w piórka, na cebuli położyłam połowę plastrów pomidora.
W następnej kolejności, na pomidorach, położyłam połowę plastrów bakłażana. Całość skropiłam octem balsamicznym, posoliłam , posypałam pieprzem, odrobina cukru, i oregano. Dodałam połowę rozgniecionego czosnku. Na warstwie bakłażanów położyłam mięso, na nim kolejną warstwę bakłażanów i na nich pozostałe pomidory. Znów całość skropiłam octem balsamicznym, posoliłam, posypałam pieprzem, oregano i położyłam resztę czosnku.
Wymieszałam utarty parmezan z bułką tartą, dodałam około 2-3 łyżki oliwy i jeszcze raz wymieszałam. Możecie dodać do tej mikstury posiekaną natkę pietruszki , jeśli lubicie, albo posiekane liście bazylii.
Parmezanową mieszankę położyłam równą warstwą na pomidorach.
Naczynie włożyłam do piekarnika i piekłam, aż bułka z parmezanem nabrała złotego koloru i była chrupiąca. Trzeba kontrolować podczas pieczenia, czy nie rumieni się zbyt szybko. Całość powinna spędzić w piekarniku około 45 minut. Jeśli naczynie jest głębsze i warstwy są grubsze, może wymagać nawet dłuższego czasu, więc wtedy należy zmniejszyć temperaturę do około 150stopni i po prostu dłużej piec.
To jest naprawdę bardzo smaczne jedzenie!
A ta skorupka z parmezanem….mmmm….
Jeśli zostanie trochę na następny dzień, to doskonale smakuje odgrzane.
A jeśli chcecie zmodyfikować je, to zawsze można dodać jeszcze cukinię, usmażoną podobnie jak przygotowuje się tu bakłażana. Można dodać pieczarki, trochę suszonych pomidorów albo oliwek. Albo jeszcze coś innego, wszystko zależy od Was.
Smacznego!
Basia
Kiedy byłam dzieckiem, moja Mama zawsze smażyła chrust na Tłusty Czwartek.
Pamiętam, że kiedyś zdarzyły się też pączki, ale to raczej wyjątkowo. Tradycją był chrust.
I tak jest u mnie w domu. Też smażę chrust na Tłusty Czwartek, smażę go tylko raz w roku.
Chrust, choć jest niezwykle prosty w przygotowaniu, wymaga uwagi, czasu i spełnienia paru istotnych warunków, żeby był taki jak powinien, czyli kruchy i delikatny .
Moja Mama mówi, że chrust powinien być tak kruchy, że niemal niemożliwy do przeniesienia z talerza do ust, bez rozkruszenia po drodze. A skoro tak, to ciasto powinno być rozwałkowane możliwie jak najcieniej . Na grubość 1 mm, albo nawet mniej.
Wcześniej, podczas wyrabiania ciasta , należy mocno wytłuc je. Po prostu trzymając ciasto w jednej ręce, bić je wałkiem, trzymanym w drugiej ręce. To powinno trwać około 10 minut.
Dzięki temu zostanie wtłoczone powietrze, które potem podczas smażenia pojawi się na chruście w formie pęcherzy z powietrzem , zapewniając tym pożądaną kruchość .
Tłuszcz do smażenia powinien być na tyle gorący, żeby chrust smażył się szybko i nie zdążył wchłonąć go zbyt wiele. Po położeniu w tłuszczu ostatniego z partii ( około 8-10 sztuk), pierwszy już powinien kwalifikować się do odwrócenia na drugą stronę.
Należy chrust wyjmować z tłuszczu patyczkiem, nie dziurawić go. Zostawić na ręczniku papierowym, żeby pozbawić go nadmiaru tłuszczu. Po chwili przełożyć na talerz i obficie posypać cukrem pudrem.
Ja lubię chrust następnego dnia po smażeniu, kiedy dobrze wystygnie, nabierze chrupkości i dobrze połączy się z cukrem. Niestety, czasem nie udaje mi się to…bo następnego dnia już nic nie ma!
Ale się nie martwię tym zupełnie, przecież po to robię ten chrust, żeby moi domownicy mieli przyjemność!
Chrust
na około 2 spore talerze chrustu
350g mąki
3 żóltka
1 jajko
100g kwaśnej śmietany
50g miękkiego masła
1 łyżka spirytusu lub ew. 2 łyżki octu spirytusowego
3 kostki Planty lub smalcu. Ja użyłam smalcu, moja Mama wierna jest Plancie, odkąd nie ma Ceresu.
Zagnieść ciasto z wymienionych składników (poza tłuszczem do smażenia, oczywiście!) i dobrze wyrobić. Ma być dość miękkie, żeby dało się rozwałkować bardzo cienko. Gdyby było za twarde, dodać śmietany.
Po wyrobieniu ciasto trzymać w jednej ręce, a drugą uderzać w ciasto przy pomocy wałka ( ok. 10 minut).
Następnie rozwałkować ciasto na grubość 1mm albo mniej, jeśli dacie radę
Radełkiem wycinać paski o szerokości około 2 cm i przecinać na ukos co 10-12 cm. Każdy kawałek naciąć wzdłuż na środku, na długości około 4 cm.
Przewlekać chrust, za każdym razem rozciągając nieco na długość. W ten sposób będzie jeszcze cieńszy.
Smażyć na złoto, na patelni na gorącym tłuszczu po kilka ( 8-10)sztuk .
Po usmażeniu, wyjąć i położyć na ręczniku papierowym, pozwolić odcieknąć tłuszczowi.
Przełożyć na talerz, posypać cukrem pudrem.
Bez wyrzutów sumienia zjeść tyle, na ile macie ochotę. W końcu to Tłusty Czwartek!
Smacznego!
Niedawno (pisząc o ciecierzycy) obiecałam Wam, że powiem więcej ma temat hummusu. To mój kolejny, ukochany, arabski przysmak. Jest niezwykle popularny w krajach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej.
Hummus, to dla mnie coś z gatunku „mała rzecz, a cieszy!” Receptura jest w sumie dziecinnie prosta, bo hummus to nic innego, jak ciecierzyca ugotowana i zmiksowana na gładką masę z dodatkiem pasty sezamowej i odpowiednich przypraw.
Ale jak zwykle, tajemnica tkwi właśnie w proporcjach i przyprawieniu.
Ja nauczyłam się robić hummus od Egipcjan i pozostaję wierna temu sposobowi przygotowania.
Tam podaje się go w charakterze „sałatki”, jak mówią, i zwykle je się go wraz z typowym arabskim płaskim chlebem ( podobnym do pity), co ma tylko dwie skórki, a pomiędzy nimi pustą przestrzeń.
Ja podaję w formie dipu, z kawałkami świeżo opieczonej pity albo własnoręcznie upieczonymi arabskimi chlebkami albo, ostatecznie, z kromeczkami świeżutkiej, chrupiącej bagietki.
Teraz, kiedy wszędzie wokół mamy dziesiątki miejsc serwujących dania kuchni orientalnych, można spotkać i takie, które podają hummus. Jeśli nie chce się Wam robić tego w domu, to może warto tam spróbować? Czasem można też kupić hummus w puszce w sklepach ze zdrową żywnością albo z importowanymi produktami orientalnymi, ale tego nie polecam raczej.
Jeśli jednak macie ochotę spróbować prawdziwego hummusu domowej roboty, to wypróbujcie mój przepis.
To nie może nie wyjść!
Hummus bi tahini ( hummus z tahiną)
200g ugotowanej i odsączonej ciecierzycy. Może być też z puszki.
Jeśli jednak gotujecie sami, ciecierzycę należy namoczyć dzień wcześniej. Zachowajcie trochę wody z gotowania żeby rozrzedzić hummus , jeśli będzie trzeba. Ja dodałam około 50g wody z gotowania.
70g pasty sezamowej jasnej Tahini , do kupienia w sklepach ze zdrową żywnością albo produktami orientalnymi
parę łyżek zimnej wody
2 ząbki czosnku
2 – 3 łyżki soku z limonki, cytryny albo ostatecznie octu winnego
cukier, sól do smaku
oliwa extra vergine do polania gotowego dipu.
kawałki pity albo bagietki do „maczania”, czyli nabierania hummusu
Ugotowaną ciecierzycę włożyłam do blendera. Dobrze miksowałam przez dłuższą chwilę, dodałam wodę z gotowania ciecierzycy, sok z limonki, rozgniecione ząbki czosnku.
Osobno wymieszałam w misce tahinę z 3 łyżkami zimnej wody. Kiedy wlejecie wodę do tahiny, najpierw będzie rzadka papka, która podczas dalszego mieszani a będzie gęstnieć. Trzeba mieszać, aż masa będzie całkiem gładka. Może trzeba będzie dolać nieco więcej wody?
Gładką tahinę z wodą dodałam do miksowanej masy z ciecierzycy, dodałam sól i cukier. Jeśli chodzi o ilości, to tu musicie sami zdecydować o proporcjach. Może ½ łyżeczki soli i 1 łyżeczka cukru? Zależy od Waszych upodobań do solenia.
Ja gotowy hummus przykryłam szczelnie folią do żywności i wstawiłam do lodówki. Nie musicie tak robić, można go podawać od razu po zrobieniu. Jednak jeśli trochę „odpocznie” przed podaniem, będzie miał szansę dobrze zaabsorbować czosnek i jego smak się wyostrzy.
Jeśli macie pitę czy choćby bagietkę, rozgrzejcie piekarnik do 220 stopni i włóżcie je tam na chwilę, na około 5-8minut. Staną się chrupiące, jakby właśnie upieczone i doskonale będą smakowały zanurzone w ciecierzycowo- czosnkowo-sezamowej paście! Mniammmmm…
Basia












