Pierniki 2014

Brak komentarzy

Pierniki 2014 zostały zrobione!

Upieczone 30 listopada, leżały w pudełku i miękły. Dziś zostały polukrowane.  W tym roku było ich trochę mniej, więc udało się bez zbytniego zmęczenia polukrować wszystkie w jeden dzień.

No a skoro  pierniki są już gotowe,  to przecież znaczy, że zaraz  można zaczynać Swieta 🙂

 

Nie podaję przepisu i szczegółów, bo robiłam to już wcześniej niejednokrotnie i nie chcę być nudna 🙂 Korzystając z wyszukiwarki u góry po prawej stronie i wpisując  doń „pierniki”, z łatwością znajdziecie linki do pierników z poprzednich lat.

 

Pozdrawiam,

 

Basia

 

Tarta z figami i orzechowym frangipane

Brak komentarzy

Mamy właśnie sezon na figi. Wprawdzie te figi są importowane, ale to nie zmienia faktu, że są pyszne! I można je kupić w bardzo przystępnej cenie, więc trzeba korzystać!

Ja upiekłam bardzo ciekawą tartę z figami, i zaraz Wam o niej napiszę.

Jest bardzo prosta w przygotowaniu i nie trzeba jakoś szczególnie wielu produktów do jej zrobienia.

Powiem więcej, jest zadziwiająco mało pracy z takim pysznym wypiekiem!

Potrzebujemy składniki na ciasto, frangipan i oczywiście figi.

I ciasto i reszta są proste, a nawet najprostsze, popatrzcie sami….

 

Krucha tarta z figami  i orzechowym frangipane

(o średnicy około 28 cm)

potrzeba kilkanaście fig (mniej lub więcej, w zależności od ich wielkości), pokrojonych na ćwiartki

ciasto:

200 g mąki

1 żółtko

150 g  masła

4 łyżeczki cukru

3-5 łyżek zimnej wody, jeśli będzie trzeba

szczypta soli

Z powyższych składników zagnieść szybko ciasto. Uformować kulę, wstawić do lodówki, żeby się schłodziło.

 

Frangipane:

1 jajko

1 żółtko

120 g miękkiego masła

100 g cukru

łyżka brandy

100 g mielonych orzechów włoskich – nowe, tegoroczne orzechy, a już wystarczająco wysuszone,  naprawdę doskonałe!

2 łyżki mąki

 

Rozgrzałam piekarnik do około 180 stopni. Orzechy rozłożyłam równo na blasze i prażyłam przez chwilę, aż były przyrumienione. Wyjęłam z piekarnika, odstawiłam.  Gdy wystygły trochę pocierając w dłoniach pozbawiłam je skórki, a następnie włożyłam do blendera, żeby je utrzeć.

W misce robota utarłam miękkie masło z cukrem, ciągle ucierając dodałam jajko, żółtko, brandy, orzechy i mąkę.

 

Schłodzone ciasto wyjęłam z lodówki, rozwałkowałam i wyłożyłam nim formę do tarty, wysmarowaną wcześniej masłem. Utworzyłam paro centymetrowej wysokości brzegi.

Wyłożyłam frangipane na ciasto i równo rozsmarowałam.

Figi pokrojone na ćwiartki ułożyłam promieniście przyciętym nieco ogonkiem  w górę i lekko je wcisnęłam w warstwę frangipane.

Z wierzchu posypałam dość obficie cukrem i wstawiłam do piekarnika. Piekłam przez około 50 minut. Wyjęłam, gdy wierzch był już dobrze zarumieniony.

Najlepiej jeść, jak tarta jest jeszcze lekko ciepła. Można zjeść z gałka lodów, bitą śmietaną, albo tak jak my, polaną odrobina likieru ( u nas był  to Sheridan’s- likier kawowo-śmietankowy).

Pyszne!

Polecam!

 

Basia

 

ps.

A skoro mamy sezon na figi, to upiekłam jeszcze tartę z francuskiego ciasta ze szpinakiem,  figami i kozim serem

i ciasto z figami i węgierkami.

Taki figowy weekend  🙂

Ciasto czekoladowe z suszonymi śliwkami i żurawinami (macerowanymi w brandy)

Brak komentarzy

Na przeprosiny za moje długie milczenie, dziś piszę o bardzo pysznym cieście czekoladowym, które wczoraj wieczorem upiekłam. To jest ciasto  z suszonymi śliwkami i żurawinami, które wcześniej macerowane były w brandy.

Deser wykwintny, choć całkiem nieskomplikowany. Jedyne, co trzeba przygotować wcześniej, to właśnie śliwki i żurawiny.

Suszone śliwki (bez pestek oczywiście) pokroiłam w paski, włożyłam do rondelka i dodałam żurawiny, wlałam nieco wody i zagotowałam, dosłownie minutę gotowałam, żeby tylko owoce „wciągnęły”płyn. Odstawiłam, dodałam brandy, wymieszałam i zostawiłam na dobrych kilka godzin.

Kiedy zabrałam się za przygotowanie ciasta, najpierw włączyłam piekarnik, żeby nagrzał się do około 180 stopni.

W misce robota ubiłam masło z cukrem, dodałam wanilię, jajka. Dalej podczas ubijania dodałam roztopioną czekoladę, nieco tylko przestudzoną. Nie ma co przesadzać z ubijaniem, ma być dobrze połączone, a nie nadmiernie nadmuchane, jak piana.

Dodawałam powoli mąkę (wymieszaną z sodą) po łyżce, na zmianę z gorącą wodą.

Masę przełożyłam do formy (keksówki )wyłożonej  papierem do pieczenia. Na wierzchu położyłam owoce namoczone w brandy. Lekko je wcisnęłam w ciasto. Myślę, że trzeba je wszystkie raczej delikatnie wcisnąć, bo u mnie ta część owoców, która nie wpłynęła pod ciasto podczas pieczenia troszkę się przyrumieniła. Nie spaliła się, ale skarmelizowała jakby i zrobiła twarda.

Formę wstawiłam do piekarnika, najpierw piekłam w temperaturę 180, ale po jakims kwadransie zmniejszyłam temperaturę do około 160 stopni , bo zauważyłam, że  niektóre owoce zostały na wierzchu i obawiałam się, że się przypalą.

W sumie piekłam około 50- 55 minut.

Wyjęłam ciasto z piekarnika i zostawiłam do wystygnięcia.

Nie należy go kroić , jak jest ciepłe, bo się może rozlecieć. Najlepiej zostawić na następny dzień.

Ja wczoraj wieczorem, kiedy było już wystudzone wyjęłam je i przekroiłam, żeby się zorientować, jak wygląda w środku.

Dziś, kiedy kroiłam kawałki widziałam, że znacznie lepiej się kroiło, niż wczoraj. Było takie zwarte i nadające się do krojenia, a wczoraj zdecydowanie nie i się łamało.

Bardzo ciekawe jest to owocowe, choć jednocześnie dość wytrawne nadzienie ciasta, które urozmaica klasyczną, czekoladową istotę tego wypieku.  Na pewno to ciasto nie jest za słodkie. Myślę, że doskonale komponuje się z dodatkiem kleksa z bitej śmietany z dodatkiem cukru i odrobiny brandy.

Czekoladowe ciasto z nadzieniem z suszonych śliwek i żurawiny (macerowanych w brandy)

200 g śliwek suszonych bez pestek

100 g żurawiny suszonej

około 100 ml brandy lub koniaku

(nieco wody, ok.100 ml)

 

200 g mąki

1 łyżeczka sody

225 g miękkiego masła

190 g ciemnego cukru muscovado

2 duże jajka

łyżeczka naturalnego ekstraktu waniliowego, u mnie jak zwykle  produkcji Nielsen Massey

100 g dobrej gorzkiej czekolady

100 ml świeżo zagotowanej wody

 

 

 

Polecam,

 

Basia

 

Krucha tarta z bakłażanem, pomidorami i kozim serem

komentarze 2

Ta tarta, o której dziś piszę,  jest wyśmienita zarówno na zimno, jak i na ciepło.

Bardzo polecam na kolację w upalny letni dzień, a jeśli coś zostanie, to z powodzeniem można zjeść następnego dnia na drugie śniadanie na przykład.

U nas nic nie zostało  🙂

Najpierw przygotowałam kruche ciasto, które wstawiłam do lodówki, żeby się  dobrze schłodziło.

Gdy było już dość zimne, rozwałkowałam je i ułożyłam w wysmarowanej masłem formie do tarty (ok. 28 cm średnicy), tworząc spód i nieco wyższe brzegi. Nakłułam widelcem i znów  wstawiłam do lodówki, żeby ciasto było zimne, gdy będę kłaść na nie nadzienie.

Bakłażana pokrojonego w plastry o grubości około 5-8 mm grillowałam na patelni na niewielkiej ilości oliwy.  Gdy plastry były podpieczone, odstawiłam.

Nagrzałam piekarnik do około 165 stopni.  Wstawiłam formę z ciastem i piekłam, aż spód był złocisty.

Na podpieczony spód położyłam ciasno plastry bakłażana, posoliłam nieco i dodałam rozgnieciony czosnek. Na bakłażanie położyłam plastry pomidora pokrojonego w poprzek, plastry miały również grubość około 8 mm. Dodałam pieprz, nieco oregano i ułożyłam kozi ser pokrojony dość cienko, na ile dał sie tak pokroić, bo się podczas krojenia kruszył.

Całość polałam śmietanką wymieszaną z jajkiem i wstawiłam do piekarnika. Piekłam,  aż tarta z wierzchu była złocista, myślę, że trwało to minimum pół godziny, raczej 40 minut.

Tarta z bakłażanem, pomidorami i kozim serem

 

ciasto:

220 g mąki

spora szczypta soli

1 jajko

100 g zimnego masła

1-2 łyzki lodowatej wody

 

nadzienie:

1 bakłażan

2  ząbki czosnku

oliwa do grillowania bakłażana

kilka pomidorów w zależności od ich wielkości

150-180 g sera koziego dojrzewającego

sól, pieprz, oregano

150 ml śmietanki

1 jajko

 

Polecam,

 

Basia

Muffinki kokosowo-owsiane z morelowym nadzieniem

Brak komentarzy

Dziś zrobiłam taki kokosowo-owsiany eksperyment, który muszę uznać za udany!

Muffinki z mąki kokosowej, owsianej i wiórków kokosowych. Z nadzieniem z morelowych powideł produkcji mojej Mamy. To były jeszcze zeszłoroczne powidła, oczywiście, ale tegoroczny sezon morelowy już niebawem.

 

Ostatnio dużo mówi się na temat  bezglutenowego jedzenia. Oczywiście wiem, że niektórzy ludzie mają duże problemy z nietolerancją glutenu i ich dieta musi być bardzo restrykcyjna, ale nie chcę tu teraz rozważać tego tematu.

Chcę tylko zaznaczyć, że moje dzisiejsze muffinki  mogą zostać włączone do takiej bezglutenowej diety, jeśli tylko zastosuje się mąkę owsianą z chronionych upraw (wyraźna informacja na opakowaniu), gdzie owies jest na pewno bezpieczny, bo taka „zwykła” owsiana mąka może nie być bezpieczna.

 

 

Muffinki kokosowo-owsiane z morleowym nadzieniem

( wyszło 9 dużych babeczek, można spokojnie zrobić 10)

 

100 g mąki owsianej

100 g wiórków kokosowych

100 g mąki kokosowej

1 jajko

100 g masła

100 g cukru demerara

łyżeczka proszku do pieczenia

1/4 łyżeczki sody oczyszczonej

100 g jogurtu greckiego

100 ml mleka kokosowego

powidła morelowe (9- 10 łyżeczek, czyli około pół niedużego słoika)

kilka łyżeczek cukru demerara do posypania babeczek

płatki migdałowe do posypania babeczek

 

9 sztuk

 

Nagrzać piekarnik do około 180 stopni.

Wiórki kokosowe uprażyć na suchej patelni. Uważać,  żeby się nie przypaliły. Odstawić, żeby troszkę przestygły.

Do miski wsypać mąkę kokosową, owsianą, cukier, proszek do pieczenia i sodę, wymieszać lub miksować robotem. Dodać jajko, jogurt, mleko kokosowe i roztopione masło. Zmiksować wszystko.

W formie na muffiny ułożyć papierowe papilotki, do każdej włożyć mniej więcej połowę docelowej porcji, zrobić dołek i do dołka włożyć łyżeczkę powideł morelowych. Przykryć pozostałą masą.

Wierzch posypać płatkami migdałów i cukrem demerara. Wstawić do piekarnika, piec około 30 minut, aż będą wyrośnięte, złociste i lekko przyrumienione.

Wyjąć z piekarnika, gdy lekko przestygną wyjąć na paterę.

 

Smacznego,

 

Basia

 

 

 

 

 

Kaczka pieczona z ziemniakami, czosnkiem i tymiankiem

Brak komentarzy

To jest bardzo dobre danie na niedzielny obiad, czy kolację. Przygotowuje się je szybko i niekłopotliwie i jest do tego pyszne. A w związku z niewielkim nakładem pracy można się pokusić jeszcze o zrobienie jakiegoś deseru 🙂

Kaczka pieczona z ziemniakami, czosnkiem i tymiankiem.

Ja miałam całą kaczkę, którą podzieliłam na części. Użyłam do tego dania nóg, skrzydeł i piersi (korpus i szyję przeznaczyłam na rosół). Ale możecie po prostu upiec same nogi lub piersi, jak Wam się podoba.

Rozgrzałam piekarnik do około 200 stopni.

Na rozgrzaną patelnię położyłam części kaczki skórą w dół i podsmażyłam z każdej strony, aż były złote i zaczął się wytapiać tłuszcz.

Gdy kaczka się podsmażała pokroiłam ziemniaki na mniejsze kawałki.

Podsmażone kawałki kaczki wraz z wytopionym tłuszczem przerzuciłam do brytfanny, ułożyłam wokół nich ziemniaki, posypałam solą, pieprzem, dodałam czosnek podzielony na ząbki, ale nieobrany ze skórek, położyłam sporo gałązek tymianku i wstawiłam całość do nagrzanego piekarnika.

Piekłam około 2 godzin, co jakiś czas delikatnie przewracając ziemniaki, żeby podsmażały się równomiernie w kaczym tłuszczu 🙂

Wyjęłam, gdy kacze mięso było mięciutkie, a ziemniaki przypieczone i złote.

Smaczne bardzo!

 

 

Kaczka pieczona z ziemniakami, czosnkiem i tymiankiem

 

1 niezbyt duża kaczka podzielona na części (oprócz korpusu i szyi) lub odpowiednia ilość piersi czy nóg

około 1 kg młodych ziemniaków umytych  i pokrojonych na części 2 cm x 3 cm około

sól morska

pieprz świeżo zmielony

główka czosnku podzielona na ząbki

sporo gałązek świeżego tymianku

 

Polecam,

 

 

Basia

 

 

 

 

 

 

 

Nieskomplikowany sernik z musem truskawkowym i octem balsamicznym

Brak komentarzy

 

To jest bardzo łatwa wersja sernika, w sam raz na miły podwieczorek.

Ja upiekłam niedużą porcję, która została zjedzona właściwie od razu 🙂

Sposób przygotowania jest prosty, a szczególnie wtedy, gdy dysponuje się robotem kuchennym czy malakserem.

Rozgrzałam piekarnik do 170 stopni.

W blenderze pokruszyłam, a właściwie zmełłam herbatniki. Dodałam do nich 1 łyżki roztopionego masła i wymieszałam.

Z truskawek, cukru i odrobiny octu balsamicznego zrobiłam blenderem mus, wstawiłam go do lodówki.

Do tortownicy o średnicy około 20 cm wyłożonej  papierem  do pieczenia przełożyłam masę ciasteczkową, nieco ugniotłam ją ręką i wyrównałam, tworząc cienki spód do sernika.

W malakserze utarłam twaróg (wcześniej niemielony) na gładką masę, następnie dodałam do niego mascarpone i dalej ucierałam. Masa była całkiem gładka.

Do serowej masy – ciągle ucierając- dodałam cukier, mąkę ziemniaczaną, kolejno jajka i  pastę waniliową.

Przelałam masę serową na spód ciasteczkowy i wstawiłam do piekarnika. Piekłam najpierw przez około kwadrans w tej wyjściowej temperaturze, a następnie nieco zmniejszyłam i piekłam w temperaturze około 130 stopni jeszcze przez około 30 minut.

Wyjęłam sernik, gdy był  jeszcze lekko sprężysty na środku i bardzo delikatnie zarumieniony tylko na brzegach.

Po wystudzeniu wyjęłam go z formy i położyłam na paterze.

Kawałki sernika, już na talerzykach, polałam przygotowanym wcześniej musem truskawkowym i ozdobiłam listkami melisy.

 

Sernik

 

spód:

150 g herbatników kruchych

2 łyżki masła roztopionego

 

masa serowa:

250 tłustego twarogu

190 g mascarpone

180 g cukru

3 płaskie łyżki mąki ziemniaczanej

łyżeczka pasty waniliowej lub naturalnej esencji waniliowej

3 jajka

 

mus:

300 g truskawek

cukier (według uznania)

łyżka octu balsamicznego

listki świeżej melisy

 

 

Smacznego,

 

Basia

 

Curry z kurczakiem, dynią i mlekiem kokosowym

1 komentarz

 

 

Zauważyłam, że mam w domu jeszcze jedną dynię, która pozostała z zeszłorocznych zbiorów, i postanowiłam ją zużyć. Najwyższa pora!

I w związku z tym ugotowałam curry z kurczakiem i tą dynią właśnie.

Zaczęłam od zamarynowania kurczaka w miksturze zrobionej z oliwy, kurkumy, imbiru, cynamonu, liści kafiru, chili, soli, pieprzu i czosnku.

Zamarynowane mięso (wcześniej pokrojone w kostkę o boku około 2-3 cm) obsmażyłam na patelni na sklarowanym maśle ciągle mieszając, żeby przyrumieniło się ze wszystkich stron.

Mięso zdjęłam z patelni, zostawiłam obok na talerzu. Na tej samej patelni, z dodatkiem kolejnej łyżki sklarowanego masła, podsmażyłam pokrojoną w kostkę dynię, posoliłam ją. Otwarłam puszkę mleka kokosowego. Zwykle używam takiego w proszku, ale skończyło mi się takie, więc użyłam puszkowanego. Oddzieliłam górną część tego najbardziej tłustego mleka (gęstą jak śmietana) i odstawiłam na bok, a tę wodnistą część dodałam do dyni. Przez parę minut dusiłam razem. Po chwili dodałam do niej pomidory, odstawionego wcześniej na bok kurczaka i razem dusiłam, aż mięso było miękkie całkiem, wtedy dodałam gęstą część mleka kokosowego. Wymieszałam dobrze i dusiłam przez chwilę całość. Dodałam do smaku łyżeczkę cukru demerara.

Curry podałam ze świeżą rukolą i ryżem, który ugotowałam – jak zwykle- według arabskiego przepisu.

 

Proste i bardzo smaczne.

Naprawdę polecam 🙂

 

Basia

 

 

Curry z dynią i mlekiem kokosowym

3-4 porcje

 

2 duże piersi z kurczaka pokrojone w kostkę o boku 2-3 cm

2 łyżki masła klarowanego

 

marynata do kurczaka: 2 łyżeczki kurkumy, 1/2 łyżeczki imbiru, 1/2 łyżeczki cynamonu, parę liści kafiru utłuczonych w moździerzu, sól, pieprz, 1/3 łyżeczki chili, 2 łyżki oliwy, 2 zmiażdżone ząbki czosnku

 

400 g puszka pomidorów krojonych

400 g puszka mleka kokosowego

1 łyżeczka cukru demerara

400 g dyni pokrojonej w kostkę o boku ok 2 -3 cm

 

 

 

 

Basia

 

 

Aromatyczna zupa z dyni i pomarańczy z prażonymi płatkami migdałów

Brak komentarzy

Zima chyba się powoli kończy (to zdjęcie powyżej zrobiłam dziś u nas  w ogrodzie), a ja mam ciągle jeszcze jakieś dynie w zapasie!

Muszę się chyba pośpieszyć z ich wykorzystaniem, bo niedługo przecież będziemy sadzić już nowe 🙂

Chciałam zatem ugotować zupę, ale najlepiej jakąś całkiem nową. Taką, jakiej nie było jeszcze dotąd u nas w domu.

Zrobiłam zupę z dyni i pomarańczy.

Wyszła ciekawa i oryginalna, aromatyczna i nieco korzenna, z wyraźną nutą pomarańczy.

 

Zupa z dyni i pomarańczy z prażonymi płatkami migdałów

4-5 porcji

 

około 1 kg dyni

sok wyciśnięty z 3 pomarańczy, wraz z miąższem

2 łyżki oliwy

2 łyżki masła

skórka otarta z jednej pomarańczy

sól morska

łyżka cukru demerara

spora szczypta mielonego ziela angielskiego

około 100 ml czerwonego wina

płatki migdałów prażone na suchej patelni

 

Dynię obraną i pokrojoną w kostkę dusiłam na oliwie, dodałam trochę wody i wino.

Gdy była miękka zmiksowałam ją wraz z sokiem z pomarańczy, skórką z pomarańczy i przyprawami. Dodałam jeszcze trochę wody, żeby zupa nie była za gęsta, ale wciąż  jednak pozostała kremowa. Do gorącej zupy dodałam masło  i jeszcze raz zmiksowałam. Zupa była gotowa.

Każdą porcję posypałam migdałami uprażonymi na  suchej patelni.

 

Smacznego,

 

Basia

Shortbread czyli kruche, mocno maślane angielskie herbatniki

Brak komentarzy

Przechodząc ostatnio w Almie obok półki ze słodyczami zauważyłam pudełka z moimi ulubionymi angielskimi herbatnikami shortbread, czyli takimi kruchymi, mocno maślanymi ciastkami. I nabrałam na nie ochotę!

Pomyślałam zaraz, że zamiast kupować, sama takie upiekę. Przecież proces przygotowania  takich herbatników nie może być skomplikowany.

Zajrzałam do internetu i upiekłam.

Wyszły doskonałe, jeszcze lepsze niż te, które do tej pory kupowałam.

Polecam je gorąco,…ale miejcie świadomość, że są naprawdę  bardzo maślane 🙂

 

Shortbread, kruche, mocno maślane herbatniki

 

300 g mąki

spora szczypta soli

115 g cukru

240 g masła

łyżeczka ekstraktu lub pasty z wanilii

1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

Do miski robota włożyłam mąkę z proszkiem, pokrojone w kosteczkę zimne masło,

dodałam sól, cukier, wanilię. Miksowałam, aż składniki się doskonale wymieszały. Następnie ręką zagniotłam ciasto do końca, uformowałam kulę i wstawiłam do lodówki na około 1/2 godziny.

Rozgrzałam piekarnik do około 170 stopni.

Wyjęłam ciasto z lodówki i rozwałkowałam na papierze do pieczenia na grubość około 7-8 mm. Ciasto jest bardzo kruche i się rozsypuje podczas wałkowania, więc żeby  utrzymać kształt włożyłam je do prostokątnego płaskiego naczynia do zapiekania, następnie wyjęłam je do góry nogami na arkusz papieru położony na blasze i ostrożnie pokroiłam (naprawdę bardzo delikatnie) ostrym nożem na prostokąty. Następnie patyczkiem zrobiłam dziurki w każdym ciastku, żeby podczas pieczenia nie wyrastały zbytnio do góry.

Wstawiłam do piekarnika, piekłam około 20-25 minut, aż były złotawe i wyglądały na upieczone.

Delikatnie zdjęłam z blachy i przełożyłam na talerz, uważając, żeby się nie połamały. Niektóre herbatniki troszkę się posklejały, dość blisko leżały obok siebie podczas pieczenia, ale kiedy wystygły trochę, łatwo dało się je oddzielić.

Doskonale smakowały z filiżanką angielskiej herbaty.

Moja Córka przypomniała sobie, że mamy w lodówce pudełeczko Brandy Butter, którego nie zużyliśmy podczas Świąt. Było przewidziane do  bożonarodzeniowego deseru, ale w rezultacie w ogóle nie zostało otwarte. Brandy Butter, to posłodzone masło z dodatkiem brandy i koniaku, którym smaruje się angielski Christmas pudding lub dodaje do jakiegoś innego deseru podczas tradycyjnego angielskiego bożonarodzeniowego obiadu.

Taki właśnie wspaniały obiad gotowała dla nas w ostatnie Boże Narodzenie nasza angielska Rodzina, która przyjechała do nas na Święta 🙂

I właśnie tym Brandy Butter moja Rodzina posmarowała sobie maślane herbatniki! Można rzec: masło z masłem 🙂

Ja zjadłam herbatniki solo, popijając dobrą angielską herbatą.

 

Brandy Butter sporo jeszcze zostało, chyba upiekę dziś jakieś drożdżowe ciasto, bo myślę, że z nim będzie się doskonale komponować.

 

Miłej niedzieli,

 

Basia

 

Facebook

Likebox Slider for WordPress