Baba Ghannoug

Brak komentarzy

Mam słabość do kuchni arabskiej, to wiecie już.

Rok spędzony w Egipcie, a potem wielokrotne wakacyjne pobyty tam pozwoliły mi rozkochać się w tamtejszych przysmakach .

Pisałam już o paru z nich.Dziś kolejny pomysł kuchni śródziemnomorskiej, po arabsku ﺑﺎﺑﺎ ﻏﻨﻮﺝ  (fonetycznie  bābā ġanūj), w Egipcie zwany Baba Ghannoug .

To jest pasta albo dip, jak wolicie. A w Egipcie nazywają to sałatką i podają z arabskim chlebem, który macza się w tym sosie i w ten sposób zjada. Uwielbiam to!

Podobnie jak hummus (który znów wspominam 🙂 ) i tahinę, czyli sos z pasty sezamowej.

Wszystkie wspomniane wyżej łączy owa pasta sezamowa.  Fantastyczny wynalazek.

Pastę sezamową można kupić w sklepach ze zdrową żywnością albo z orientalną. Ja najchętniej przywożę duże opakowanie z Egiptu i mam je do kolejnego wyjazdu. Ale  sprawdziłam i wiem, że gdyby było trzeba uzupełnić zapasy wcześniej , to na szczęście już można kupić pastę sezamową w naszych sklepach.

Baba Ghannoug robi się tylko  z bakłażana, pasty sezamowej i przypraw.

Bakłażana włożyłam do nagrzanego do 250 stopni piekarnika i piekłam około 1 godziny, odwracając parę razy .

Gdy był miękki wyjęłam go z piekarnika i włożyłam do zimnej wody z dodatkiem octu winnego, żeby przestygł( i nie sczerniał, dlatego dodany był ocet). Następnie bakłażana obrałam ze skóry .

Miąższ położyłam na sitku, żeby odciekł sok.

W misce dobrze rozgniotłam widelcem odciśniętego bakłażana, tworząc  prawie jednolitą masę.

W osobnej miseczce przygotowałam sos sezamowy, zmieszałam pastę sezamową z zimną wodą i dobrze wymieszałam.  Uwaga, dodanie wody do pasty sezamowej spowoduje, że pasta zgęstnieje !

Trzeba dodać  jeszcze  więcej wody, żeby sos był rzadszy.

Sos sezamowy połączyłam z rozgniecionym bakłażanem i przyprawiłam czosnkiem, sokiem z cytryny, solą i  cukrem.  Z wierzchu polałam oliwą extra vergine i posypałam siekaną natką pietruszki.

Wprawdzie nie miałam dziś arabskiego chlebka, ale świeża sztangla chłopska z piekarni Pawlaka spisała się prawie równie dobrze. Prawie…

Chyba trzeba już  pomyśleć o wakacjach!

Basia

Baba Ghannoug

1 spory bakłażan

około 80-100g pasty sezamowej

rozgnieciony ząbek czosnku

ok.2 łyżki soku z cytryny, sól, szczypta cukru

oliwa extra vergine do polania z wierzchu (1-2 łyżki)

Focaccia

Brak komentarzy

Obiecałam niedawno, że napiszę  o focaccii.

To bardzo fajny i niezwykle prosty  do wykonania pomysł na pieczywo. A przede wszystkim bardzo smaczny.

Bo kto  nie lubi świeżutkiej, wyciągniętej  właśnie z piekarnika gorącej, pysznej bułki?

Włosi wiedzą,  co dobre!

Focaccia doskonale sprawdza się jako element proszonej i raczej nieformalnej kolacji (może to być na przykład miła biesiada w przyjacielskim gronie).

Sprawdziłam to nie raz.  Naprawdę robi wrażenie!

Można ją zrobić bez żadnych dodatków,  przyprawiając jedynie solą i ziołami. Ja daję wtedy kminek i tymianek, najchętniej świeże listki.

Można jednak czasem pokusić się o inne dodatki. Często daję oliwki, zielone i czarne.

Moja rodzina lubi, kiedy w focaccii jest  cebula, zwykle czerwona.

Można też dać pokrojoną szynkę czy  suszone pomidory.

Trzeba tylko pamiętać, że dodanie ”mokrego” dodatku wydłuży czas pieczenia.

Ostatnia moja focaccia upieczona była z czerwoną cebulą, poprzednia  z oliwkami.

Trzeba zarezerwować dla niej trochę czasu, ale z pewnością warto to zrobić, bo efekt końcowy  znacznie przewyższa ten, jakiego można spodziewać się po nakładzie pracy włożonym w jej przygotowanie.

Focaccia

500g mąki pszennej( może być z pełnego przemiału )

40g drożdży świeżych (ewentualnie suszona równowartość  takich drożdży )

200ml ciepłej wody do rozrobienia drożdży

3łyżeczki cukru  (jw.)

plus około 200-300ml wody do wyrobienia ciasta

2 łyżeczki soli ( lub więcej, jeśli lubicie)

(ewentualnie jeszcze 2-3 łyżeczki cukru)

zioła według uznania,  np.: świeży tymianek, kminek, świeża bazylia, świeże oregano

2 łyżki oliwy do wyrobienia ciasta

plus oliwa do wysmarowania formy i polania focaccii  z wierzchu

oliwki  (20-30 sztuk)  przekrojone na pół lub 1 cebula pokrojona w piórka lub inny wybrany dodatek.

Drożdże wymieszałam z ciepłą wodą i cukrem, zostawiłam, żeby zaczęły rosnąć.

Do miski wsypałam mąkę, sól i  suszone zioła,  dodałam drożdże, które zaczęły już rosnąć, oliwę i wymieszałam wszystko dokładnie. Ciasto miało gęstą konsystencję, ale jednocześnie na tyle rzadką, że mieszałam je łyżką.

Wymieszane ciasto zostawiłam w ciepłym miejscu na około godzinę, żeby wyrosło.

Rozgrzałam  piekarnik do około 180 stopni.

Gdy ciasto rosło,  moja Córka pokroiła  czerwoną cebulę w piórka, a następnie dodała ją do wyrośniętego ciasta, dodała świeży tymianek  i jeszcze raz dobrze wymieszała.

Formę do pieczenia  ( około 30 X 40cm) wysmarowałam oliwą, przełożyłam do niej ciasto.

Rozłożyłam je w miarę równomiernie  na całą blachę, miało około 2 cm grubości . Z wierzchu pokropiłam ciasto oliwą i włożyłam do piekarnika.

Focaccia piekła się około godzinę, aż była złocista i chrupiąca z wierzchu , a patyczek włożony w nią pozostawał suchy.

Gdyby nie było dodatku cebuli, byłaby gotowa po około 40 minutach, z oliwkami również.

Focaccię można podawać do wszystkiego, do sałatek,  do mięs i solo też.

Pyszna jest jedzoną  z dobrą oliwą albo z masłem, można też ją podać z hummusem ( pisałam o nim w lutym) i to będzie z pewnością  bardzo dobre zestawienie!

Basia

Kolejne wcielenie bakłażana

komentarze 2

Wspominałam niedawno, że mam już trochę dość bakłażanów. To prawda. Mam do nich jednak dużą sympatię, więc nie obrażam się tak całkiem na nie jeszcze. W oczekiwaniu na wiosnę na straganach, znów kupiłam bakłażany.

Tym razem zrobiłam z nich roladki  nadziewane fetą i bryndzą.

Kompozycja fety z bryndzą była eksperymentem, którego wynik właściwie przewidziałam wcześniej.

Poprzednio takie roladki nadziałam samą fetą,  wyszły bardzo dobre.

Tym razem jednak miałam w domu bryndzę i nie miałam pomysłu na jej wykorzystanie, stąd ta historia.

Połączenie fety z bryndzą  okazało się bardzo interesujące.

Bakłażany pokroiłam wzdłuż na cieniutkie plastry. Naprawdę cienkie, około 0,5 -0,8 cm.

Usmażyłam je z obu stron na odrobinie oliwy, pozostawiłam, żeby wystygły.

W misce rozgniotłam widelcem fetę i bryndzę.  Dodałam posiekana cebulkę dymkę,  kawałeczek suszonej papryczki chili drobno pokruszony, 2 rozgniecione ząbki czosnku, łyżkę posiekanej bazylii, ½ łyżeczki cukru.

Na każdym plastrze bakłażana położyłam na końcu porcję nadzienia i zwinęłam . W naczyniu żaroodpornym ułożyłam roladki, skropiłam oliwą z pierwszego tłoczenia, octem winnym, położyłam listki świeżego tymianku, posypałam pieprzem  i wstawiłam do nagrzanego do 180 stopni piekarnika na około 40 minut.

Do  tego przygotowałam  bardzo u nas w domu lubiany sos tzatziki, ale można dać też jogurtowy sos czosnkowy, albo cokolwiek innego, co  tylko lubicie!

Do tego była też focaccia, ale o niej napiszę innym razem 🙂

Basia

Roladki z bakłażana faszerowane fetą i bryndzą

2 nieduże bakłażany

cebulka dymka posiekana wraz z zieloną częścią

kawałek papryczki chili drobno posiekany

2 ząbki czosnku

oliwa nie z pierwszego tłoczenia do smażenia bakłażanów

około 250g fety lub fety i bryndzy  ( razem)

siekana świeża bazylia

odrobina octu winnego  do spryskania roladek przed pieczeniem ( około 1 łyżki)

oliwa z pierwszego tłoczenia (jw.)

listki świeżego tymianku

świeżo zmielony pieprz

Nie użyłam soli, bo sery są wystarczająco słone żeby dosolić całe danie!

Tarte Tatin

1 komentarz

Od wczoraj miałam  ochotę na jakieś małe  jabłkowe co nieco. Na słodko, oczywiście.

Z tą  myślą kupiłam kilka ładnych  jabłek.

„Chodziła” za mną tarta! Tylko jaka?

No i w końcu zdecydowałam się  na Tarte Tatin.

Nigdy wcześniej jej nie piekłam, więc postanowiłam skorzystać z przepisu, który znalazłam w The  Silver Spoon.

Nie będę Was zanudzać historią tej tarty, jedno tylko wspomnę, że była wynikiem eksperymentu.

Upieczono ją odwrotnie niż zwykle, to znaczy najpierw formę wyłożono jabłkami a potem na wierzch położono ciasto. Po prostu do góry nogami.

Efekt był podobno zdumiewający! Jabłka miały niesamowity smak i  ciemnozłoty kolor.

Podczas pieczenia zastanawiałam się, czy moja tarta też taka wyjdzie ? Tym bardziej, że w książce nie było zdjęcia upieczonej tarty (wspominałam Wam już kiedyś o tym jedynym felerze tej fantastycznej książki kucharskiej).

Tarta wyszła bardzo pyszna. Wprawdzie jabłka nie były bardzo ciemne, ale niezwykle aromatyczne.

Najlepiej smakuje jeszcze dobrze ciepła. W przepisie proponowali, żeby podać ją ze śmietanką.

Może z bitą śmietaną?  Pewnie to by było dobre…

Ja poprzestałam jednak  na kawałku tarty solo.

Polecam!

Tarte Tatin

średnica około 23-25 cm

( przepis  z „The Silver Spoon” zmodyfikowany przez mnie)

ciasto

225 mąki

100g zimnego masła  posiekanego + trochę do wysmarowania formy

80g cukru

ok.7 łyżek zimnej wody

szczypta soli

z  podanych składników zagnieść szybko ciasto i włożyć na godzinę do lodówki.

nadzienie

5 jabłek obranych , z wydrążonymi gniazdami nasiennymi , pokrojonych na plasterki

65 g cukru

około 25 g masła pokrojonego na kawałeczki

Rozgrzałam piekarnik do około 240 st.

Formę do pieczenia wysmarowałam masłem, ułożyłam  warstwę plasterków jabłek , posypałam połową cukru.

Następnie ułożyłam drugą warstwę i znów posypałam pozostałym cukrem. Położyłam na jabłkach kawałeczki masła. To pomysł mojej Córki, zgodny z zasadą, że jak chcesz, żeby coś było lepsze, to dodaj do tego masła 🙂

Schłodzone ciasto rozwałkowałam i położyłam na jabłkach, dokładnie przykrywając je. Lekko przycisnęłam warstwę ciasta, żeby wyrównać powierzchnię.

Wstawiłam do piekarnika na około 30 minut.

Następnie wyjęłam ciasto z piekarnika. Odwróciłam formę i przełożyłam ciasto „do góry nogami” na inną blaszkę.

Wstawiłam ( zgodnie z przepisem) pod rozgrzany grill. Miał się wprawdzie skarmelizować cukier w ten sposób, ale u mnie jabłka zaczęły się przypalać, więc wyjęłam tartę  z piekarnika.

Myślę, że można po prostu, po odwróceniu wstawić ją do piekarnika jeszcze na jakieś 5-10 minut. Ale wstawiania pod grill chyba raczej  nie polecam.

Dość newralgicznym momentem jest odwrócenie i przełożenie gorącej tarty. Ale w związku z tym, że na dnie są jabłka, ciasto wychodzi z formy z łatwością. Wystarczy na wierzchu formy położyć  inną  blaszkę do pieczenia albo żaroodporny talerz  i szybkim, zgrabnym ruchem całość odwrócić.

Powodzenia!

Basia

Sałatka sentymentalna

komentarze 2

A właściwie, to chyba surówka, bo zrobiona ze świeżej kapusty , cebuli i kukurydzy z puszki. Plus sos, oczywiście.

A było tak:

poszłam na zakupy i zastanawiałam się, jakie mogę  kupić warzywa? Bo teraz jest dość kiepska pora na warzywa. Znudziły mi się bakłażany i cukinia,  a  gotowanej kapusty nie lubię ( poza doskonałym „starym” bigosem!).  Za marchwią nie przepadam, no chyba że w postaci soku albo ciasta marchewkowego.

Pozostają jeszcze mrożonki: kalafior , brokuły i fasolka,  ale tych również powoli mam dość.

Więc kiedy w sklepie zauważyłam młodą kapustę, zaraz uśmiech zagościł na moich ustach.

Od razu przyszły na myśl chwile, kiedy po raz pierwszy robiłam tę surówkę.

Dawno, dawno temu…To były piękne czasy!

Młodość, mała Córeczka i jej pierwsze wakacje. I przyjaźń, która  właśnie podczas tych wakacji  się zaczęła i trwa do dzisiaj. To wystarczające powody, żeby  mile wspominać tę surówkę, prawda?

Wprawdzie jej skład jest banalny, ale jest jeden kluczowy składnik, który z pewnością nie może być zastąpiony niczym innym. To jest ziołowa Przyprawa Włoska, jeden z produktów marki Visana.  Produkowana jest od lat osiemdziesiątych, jak wyczytałam na opakowaniu. Ma ciekawy skład, myślę że to dzięki czosnkowi, kozieradce i czarnuszce. Był czas, że czułam się od niej niemal uzależniona.

Kiedy przez parę lat ( w latach dziewięćdziesiątych) były problemy z kupieniem tej przyprawy, radziłam sobie,  mieszając kupione w sklepie zielarskim główne jej składniki.

Wtedy poznałam kozieradkę, która ma lekko orzechowy smak. Lubię ją w niewielkiej ilości dodawać do potraw. Czarnuszka jest u mnie obecna w wielu sałatkach i w chlebie. A czosnek, wiadomo, codziennie i wszędzie.

Ale Przyprawa Włoska ma ciągle szczególne miejsce . I choć teraz używam jej znacznie rzadziej, nie wyobrażam sobie,  żebym nie kupiła nowego opakowania,  widząc kończące się poprzednie.

Przecież muszę ją zawsze mieć, chociażby do tej sentymentalnej surówki z kapusty.

Sentymentalna surówka z kapusty

dla 4 osób

pól niedużej główki kapusty

cebula mała ( ja dałam całą posiekaną dymkę , żeby było bardziej wiosennie)

½ puszki kukurydzy  ( ja dałam małą 170 g puszkę kukurydzy Bonduelle)

spora łyżka majonezu ( Dekoracyjny, Winiary)

łyżka jogurtu naturalnego lub śmietany ( w wersji oryginalnej była śmietana)

sól, cukier, ocet winny według uznania

Przyprawa Włoska , około łyżeczki.

Kapustę posiekałam, cebulę również. Dodałam odcedzoną kukurydzę, przyprawy i śmietanę.

Wymieszałam  surówkę i już była gotowa. Pyszna.

I nawet nie przeszkadzało mi, że kukurydza ma przecież wysoki indeks glikemiczny 🙂

Basia

Wiosenna minestrone

Brak komentarzy

Pisałam  całkiem  niedawno, że zupy są przewidziane na zimę.  Wprawdzie mamy już wiosnę kalendarzową, ale myślę że tak przebiegająca wiosna uprawnia wciąż do gotowania zup.

Ciągle jest jednak dość  chłodno. Przynajmniej w Krakowie.

Dlatego  dziś zdecydowałam się na ugotowanie zupy,  wiosennej wersji minestrone.

Minestrone, to właściwie nasza „ zupa jarzynowa”. Choć jednak gotowana trochę inaczej niż tradycyjna polska zupa.

I pierwszy raz do zupy dodałam szpinak. Przyznam, że to całkiem fajny pomysł.

Wiosenna zupa minestrone okazała się dobrym wyborem

Rozgrzałam oliwę na patelni  i na niej zeszkliłam drobno pokrojoną szalotkę, dodałam czosnek i przez chwilę smażyłam, uważając, żeby się nie przypaliły. Potem dodałam pokrojonego w małą kostkę ziemniaka.

W garnku zagotowałam wodę i do tej wody przerzuciłam cebulę z czosnkiem i ziemniakiem. Oczywiście można podsmażyć cebulę, po prostu w tym samym naczyniu, w którym się gotuje zupę.

Do zupy wrzuciłam pokrojoną cukinię,  szpinak, fasolkę zieloną jedną i drugą, groszek, pomidory z puszki, które przekroiłam widelcem na pół oraz przyprawy. Po kolejnym zagotowaniu zupy dodałam makaron i brokuły.

Po chwili gotowania , gdy ziemniaki i makaron były już miękkie,  zdjęłam zupę z ognia. Dodała około 2 łyżek oliwy extra vergine i wymieszałam. Nalałam zupę do miseczek, posypałam utartym serem pecorino i świeżymi listkami oregano.

Zrobiło się przyjemnie ciepło!

Basia

Wiosenna zupa minestrone

4 porcje

posiekana szalotka lub pół średniej cebuli

2 łyżki oliwy nie z pierwszego tłoczenia

1 nieduży ziemniak

około 1 litra wody

1/2 niedużej cukinii pokrojonej na plasterki i jeszcze na pół.

garść fasolki szparagowej ( ok. 80g)

garść fasolki zielonej płaskostrąkowej ( ok. 80g)

garść groszku zielonego( ok. 80g)

kostka zamrożonego szpinaku (ok.100g)

około 50-80g brokułów mrożonych

½ – 1 łyżeczki suszonej bazylii

2 rozgniecione  ząbki czosnku

2 łyżki oliwy extra vergine

świeże oregano albo bazylia

pieprz

sól ( jeśli potrzebujecie silniejszych wrażeń, to można dodać kostkę rosołową zamiast części lub całej soli)

cukier ( ja dałam około 2 łyżek)

kilka kropli octu winnego

ok.40-50 g utartego sera pecorino romano

100g makaronu  funghini tricolore

Sałatka z ciecierzycą i czosnkowym greckim jogurtem

Brak komentarzy

Dziś znów mam dla Was ekspresową propozycję.

Błyskawiczna sałatka z ciecierzycą i greckim jogurtem czosnkowym.

Do sałatki właściwie można dać wszystko.  Utwierdzam się w tym przekonaniu  za każdym razem, kiedy muszę szybko zrobić coś do jedzenia .

Bardzo  lubię, kiedy w sałatce jest sałata.

Wprawdzie to ciągle nie jest  sezon na sałatę i  rozczulam się bardzo myśląc o tej majowej, czerwcowej … To już niedługo!

Tymczasem sałata jest, jaka jest. Dobre i to.

Jeśli  macie na przykład puszkę  ciecierzycy, kilka pomidorków koktajlowych i  coś tam jeszcze,  z pewnością zrobicie fajną sałatkę.

Sałatka z ciecierzycą i czosnkowym greckim jogurtem

dla 2 osób

½ główki  sałaty

puszka ciecierzycy odsączonej ( ja dałam 100g suchej ciecierzycy, własnoręcznie ugotowanej)

10-12  pomidorków koktajlowych przekrojonych na pół

cebulka dymka posiekana

małe awokado lub ½ dużego

200g jogurtu greckiego

ząbek czosnku

sól, cukier, ocet winny, chili  do przyprawienia jogurtu

świeża bazylia posiekana

kilka czarnych oliwek

Umytą , wysuszoną i poszarpaną na mniejsze kawałki sałatę położyłam na talerzu.

Na niej ułożyłam pomidorki, awokado pokrojone na plasterki, odsączoną ciecierzycę.

Jogurt wymieszałam z przyprawami, wyłożyłam  na wierzch sałatki, posypałam siekaną bazylią i siekaną natką.  Tyle!

Smacznego

Zupa kokosowa z kurczakiem, limonką i miętą

Brak komentarzy

Nie było mnie kilka dni w domu, ale  już wróciłam. Na szczęście.

Już chyba o tym pisałam, że nie lubię być poza domem,

Najbardziej nie lubię , kiedy nie ma mnie tu w weekend.

Wróciłam do domu w sobotę.  W tę smutną sobotę…

Dziś od rana pada deszcz, jakby świat opłakiwał tragedię.

Bardzo przykro…

Siedząc w domu w zadumie, zastanawiałam się co ugotować, żeby choć trochę poprawić nastrój domowników.

Miałam do dyspozycji tylko to, co było w domu.  Od środy nie robiłam żadnych zakupów, więc możliwości  kulinarne miałam dziś dość ograniczone.

Udało mi się jednak ugotować całkiem fajny obiad/kolację, tajską zupę

kokosową z kurczakiem i limonką. A potem było jeszcze sushi.

Zupa kokosowa z kurczakiem, limonką  i miętą

na  4 porcje

ok.200g -250g filetu z kurczaka

500ml mleka kokosowego ( z puszki, albo z proszku wg receptury)

500ml wody + kostka rosołowa ( albo 500ml wywaru z kurczaka)

1 spora łyżka green curry paste ( do kupienia w sklepach ze zdrową  żywnością  albo z orientalną)

sok i otarta skórka z ½ limonki

cebulka dymka posiekana

szczypta kurkumy

kawałek posiekanej drobno papryczki chili albo szczypta suszonego chili

sos rybny ( 2 chlusty)

łyżka suszonej trawy cytrynowej

2 płaskie łyżeczki brązowego cukru (najlepiej)

sól

siekana świeża mięta

Zagotowałam wodę razem z mlekiem kokosowym i kostką rosołu z kury , dodałam  pokrojonego kurczaka, chili, green curry paste, cukier, dymkę posiekaną, kurkumę, trawę cytrynową.

Po ok. 10-15  minutach gotowania ( gdy kurczak był miękki)  wyłączyłam zupę.

Dodałam sos rybny, sok i otartą skórkę z limonki i odrobinę soli.

Nalałam do miseczek i posypałam siekaną świeżą miętą.

Basia

Chleb

1 komentarz

Kromka świeżego chleba z masłem popita kubkiem gorącej kawy z mlekiem, najlepsze jedzenie na świecie! Kiedy jestem bardzo głodna i wpadam do domu, to właśnie na to mam ochotę.

Może być  też chrupiąca bułka wyjęta właśnie z piekarnika, działa tak samo. Koniecznie z dobrym masłem.

A kawa, to espresso z dużą ilością mleka. Z rozsądku  jest 2% tłuszczu, ale gdyby tak można bezkarnie…to byłoby 3,2%.

Mam taką piekarnię, gdzie kupuję nasze ulubione pieczywo. Jeżdżę tam raz w tygodniu, kupuję wielką siatę pysznych wypieków i zamrażam. Gdy się włoży do zamrażarki takie świeże pieczywo, to po   rozmrożeniu dalej jest świeże i prawie chrupiące. My lubimy na śniadanie bardzo chrupiące bułki, więc  jeszcze przed podaniem  trafiają  na kilka minut do rozgrzanego  do 200stopni piekarnika.

Wtedy są naprawdę jak świeżo upieczone.

Mrożenie pieczywa i wyjmowanie tylko takiej ilości , jaka jest potrzebna na jeden raz,  ma jeszcze inną zaletę. Chleb nie wysycha, nie marnuje się  i w konsekwencji nie wyrzuca się go. Dla mnie to ważne, bo wychowałam się w domu, w którym zwracało się na to dużą uwagę.

Sztangle i bułki  z piekarni, to nasze codzienne pieczywo.

Natomiast na święta piekę chleb sama.

Robię to od wielu lat, nie pamiętam dokładnie od kiedy…

Mój chleb jest ciemny, zrobiony  z mąki z pełnego przemiału z dodatkiem płatków owsianych, ziół, orzechów,  pestek dyni i słonecznika. Czasem daję do niego miód i rodzynki, posypuję sezamem albo makiem.

Nie robię go na zakwasie, wyrasta dzięki drożdżom.

Jest bardzo łatwy do przygotowania.

Do kubka nalewam dobrze ciepłej wody i kruszę do niej drożdże.  Dodaję 2 łyżeczki cukru i zostawiam, żeby się „ruszyły”.

Do miski wsypuję mąkę, tym razem to było około 500 g mąki pszennej pełnej i około 100 g żytniej. Do tego około 150-200 g płatków owsianych.

Dodaję pestki  dyni i słonecznika, orzechy laskowe albo/i włoskie.

Koniecznie czarnuszka ( którą uwielbiam !), kminek, kozieradka a czasem też czosnek.

Wszystkie suche składniki mieszam i dodaję zaczyn z drożdży, dodaję więcej wody, sól, ewentualnie więcej cukru, olej . Mieszam dokładnie i zostawiam w ciepłym miejscu ( np. w  piekarniku wcześniej trochę podgrzanym) , żeby ciasto wyrosło. Ciasto jest gęste, ale daje się mieszać łyżką. Nie wyrabiam go ręką nigdy.

Gdy wyrośnie, przekładam je do wyłożonej papierem do pieczenia  brytfanki,  wyrównuję wierzch, posypuję słonecznikiem,  sezamem  lub makiem. Albo i tym i tamtym.

Wkładam formę do trochę nagrzanego piekarnika,  wtedy podczas  dalszego jego rozgrzewania  się chleb może jeszcze wyrosnąć.

Piekę w temperaturze około 170 stopni, aż chleb będzie dobrze rumiany , a patyczek włożony do chleba (w środku mniej więcej)  jest suchy. Wolę dłużej potrzymać w piekarniku, gdy nie jestem pewna czy już się upiekł, niż wyjąć za wcześnie.

Po upieczeniu zostawiam chleb w formie, aż trochę wystygnie. Zimny  pakuję w papier,  w którym się piekł i zostawiam w chłodnym miejscu.

Taki chleb,  gdy przechowywany jest w chłodzie,  można trzymać nawet przez  tydzień. Jest ciągle równie smaczny,  jak  zaraz po upieczeniu.

Dla mnie nawet bez masła jest fajny, choć nie ukrywam,  że masło  podkreśla jego bogaty i zdecydowany smak.

Kromka tego chleba z masłem, to już cały posiłek dla mnie. I do tego jaki pyszny!

Basia

Chleb świąteczny

750-800g mąki ( różnej, koniecznie pełnej wraz z płatkami)

40 g drożdży

około 600ml ciepłej wody plus około 150 ml do rozrobienia drożdży

2-3 łyżeczki cukru do wyrośnięcia

słonecznik, dynia , sezam w sumie około 1-2 garści plus trochę do posypania   chleba z wierzchu.

różne orzechy, ilość według uznania, ja dałam około garści

około 1 płaskiej łyżeczki soli lub więcej, zależy od upodobań

zioła, które lubicie, ja daję czarnuszkę, kozieradkę, kminek i czasem  czosnek,

olej 2-3 łyżki

Wielkanoc!

Brak komentarzy

Wielkanoc!

Już właściwie półmetek Wielkanocy, ale ciągle przecież można przyjmować życzenia, dlatego życzę Wam Wesołego Alleluja!

Najmilszych, najcieplejszych i najradośniejszych Świąt.

Jestem pewna, że świetnie udały się Wasze mazurki, baby i pasztety. Prawda?

Nasze wypieki i inne świąteczne wyroby też wyszły całkiem nieźle.

Pasztet, ćwikła i wielkanocny sos polski, to naprawdę udane połączenie. Dobrze, ze zostało jeszcze trochę na jutro!

Ale w tym zestawie potrzeba przecież jeszcze chleba… Spokojnie, nie zapomniałam o nim! Upiekłam mój świąteczny chleb.

Ale o pieczeniu chleba opowiem innym razem.

Z paschy nie odciekło właściwie nic. Mokra była tylko ściereczka lniana, w którą  zapakowana  była pascha. Więc najprawdopodobniej ser był dobrze odciśnięty.

Nieskromnie powiem, że jak zwykle pascha zebrała mnóstwo pochwał.

Myślę, że zupełnie słusznie, bo była rzeczywiście warta grzechu :-).

Mazurek-niemazurek zniknął z patery z ciastami chyba w pierwszej kolejności. Takie „niby nic”, a cieszy podniebienie. I miło rozpływa się w ustach…

Dobrze, że Święta Wielkanocne nie kończą się dziś.

Mamy na szczęście jeszcze jeden dzień łasuchowania!

I tego właśnie Wam życzę na jutro.

A o konsekwencjach będziemy myśleć później…:-)

Basia

Facebook

Likebox Slider for WordPress