Czarny makaron

komentarzy 5

Bardzo lubię czarny makaron z atramentem z kałamarnic.

Podoba mi się ten jego elegancki kolor, lekko połyskujący.

Pewnie przez tę barwę nie  jest dla mnie zwykłym makaronem, ale raczej takim na szczególną okazję.

Choć pewnie wydaje się, że makaron jest zbyt powszednim daniem, żeby podejmować nim gości, jednak pamiętam,  że kiedyś podałam go na mojej urodzinowej kolacji dla Przyjaciół

Wtedy był z frutti di mare i sosem pomidorowym. To było bardzo udane danie.

Natomiast dzisiejsza moja propozycja, to czarny makaron z łososiem, sosem pomidorowym, kaparami i z odrobiną parmezanu.

Wiem, że jest wiele osób, które z dystansem podchodzą do tego czarnego makaronu.

Jednak z pełnym przekonaniem namawiam Was do tego, żeby odważyć się i  go spróbować. Naprawdę warto!

Czarny makaron z łososiem, sosem pomidorowym i kaparami

dla ok.3 osób

200g makaronu z atramentem z kałamarnicy

3 kawałki świeżego  filetu z łososia ( około 300g)

puszka pomidorów bez skórki  (dałam takie krojone)

chili, curry, pieprz,

mała cebula posiekana

ocet balsamiczny

ocet winny

sól

oliwa do smażenia

szczypta cukru

2 łyżki kaparów ( ja dałam takie duże w zalewie z octu winnego)

parmezan utarty

Makaron ugotowałam w osolonej wodzie.

Na jednej patelni  usmażyłam na oliwie kawałki łososia, przyprawiłam odrobiną octu winnego, szczyptą sporą curry i solą.

Na drugiej patelni na oliwie zeszkliłam cebulę, dodałam puszkę pomidorów, przyprawiłam chili, pieprzem, dusiłam razem przez chwilę, dodałam nieco wody, bo sos podczas duszenia zgęstniał zbytnio, dodałam kapary.

Kawałki  gotowego łososia podzieliłam na mniejsze, wyjęłam ości, które się pojawiły. Przełożyłam do sosu pomidorowego łososia wraz z sosem, który powstał w trakcie jego smażenia.

Wymieszałam delikatnie, żeby nie rozgnieść zbytnio łososia.

Gotowy i odcedzony  makaron dodałam do sosu i jeszcze raz wymieszałam delikatnie.

Porcję na talerzu posypałam utartym parmezanem i listkami świeżego  tymianku.

Smacznego,

Basia

Niekawowe ciasto do kawy

komentarze 2

Chciałam upiec jakieś fajne ciasto.

Pomyślałam, że skoro jest jesień, to trzeba  teraz piec ciasta z owocami.  A ja przecież nie upiekłam jeszcze w tym sezonie ciasta ze śliwkami!

Tylko, że nie na to mam ochotę…

Kupiłam wielkie piękne mango. I prawie tak pachnące,  jak te egipskie, o których pisałam tu już kiedyś. Prawie…

Miało być więc ciasto z mango, ale kiedy je obrałam, okazało się, że owoc piękny z wierzchu w środku był miękki  i niesmaczny.

Czyli nici z pysznego ciasta z mango. Trudno.

Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, prawda?

Upiekłam  więc  ciasto z przepisu  Lindy Collister z „Cakes & bakes from my mother’s kitchen”.

Zrobiłam już kilka rzeczy z tej książki i bardzo byłam do tej pory zadowolona. Podoba mi się klimat tych wypieków,  tradycyjnych angielskich ciast, babeczek i  muffinek. Zrobione, tak jak lubię,  z najwyższej jakości produktów: masła, czekolady, brązowego cukru,  jajek  czy śmietany są po prostu szlachetne w smaku.

Linda Collister jest autorką wielu książek dotyczących pieczenia w tym również pieczenia  chleba. Ja niestety mam na razie tylko jedną jej książkę.

Myślę jednak , że podczas kolejnej mojej wizyty w Londynie wyszukam na półkach ulubionego  Foyles  przy Charring Cross Road  113-119 jakieś nowe źródło inspiracji  kulinarnych pióra tej pani.

A tymczasem  upiekłam  ciasto, które w nazwie sugeruje, że jest kawowe. W  rzeczywistości nim nie jest , ale  do kubka kawy świetnie pasuje.  Stąd jego nazwa według Autorki.

Piekąc to ciasto do końca nie przewidziałam efektu. I choć piekłam je zupełnie bez obaw, nie mając wątpliwości  że dobrze wyjdzie,  nie sądziłam , że będzie aż tak pyszne!

Połączenie cukru muscovado z orzechami i cynamonem zapieczonych jak skorupka na wierzchu ciasta a po spodem miękkie wilgotne ciasto z tym samym orzechowo aromatycznym nadzieniem , co na górze… powiem krótko: poezja!

Soured cream coffee cake

ciasto

115 g miękkiego masła

170 g cukru demerara ( w oryginalnym przepisie jest jasny cukier muscovado, ale takiego nie miałam, więc dałam demerarę po prostu)

250 g mąki

2 łyżeczki sody oczyszczonej

2 jajka

250ml śmietany kwaśnej ( ja dałam 12%)

nadzienie i wierzch

3 łyżki ciemnego cukru muscovado

łyżka cynamonu mielonego

90 g orzechów włoskich posiekanych grubo

Rozgrzałam piekarnik do temperatury około 180 stopni.

Masło utarłam z cukrem na gładką masę a następnie dodałam mąkę i sodę,  przez chwile jeszcze ucierałam te masę.  Osobno szybko ubiłam jajka ze śmietaną i dodałam tę śmietanową masę do  masła z cukrem i mąką. Wszystko dobre zmiksowałam.

Osobno wymieszałam muscovado , cynamon i orzechy.

Formę ( keksówkę) wyłozyłam papierem do pieczenia, wlałam około połowy ciasta, wysypałam  około połowy nadzienia, wlałam pozostałą część ciasta a wierzch posypałam pozostałą częścią cynamonu , muscovado i orzechów.

Wstawiłam ciasto do piekarnika. Piekłam około godziny, spróbowałam wbić patyczek do ciasta. Gdy był już suchy, wyjęłam ciasto z piekarnika.

Wprawdzie Autorka poleca jeść to ciasto jak jest jeszcze ciepłe, ja jednak uważam, że wystudzone, a nawet następnego dnia jest znacznie lepsze. Pyszne!

Ale to w sumie kwestia gustu:-)

Basia

Cukinia w wazonie i druga zupa z dyni

Brak komentarzy

Zimne noce i możliwe przymrozki napawają mnie niepokojem, że zawiązane ale wciąż niedojrzałe owoce patisona, a przede wszystkim dwu czy trzech gatunków cukinii padną ich ofiarą.

Bardzo by mi było ich żal…

Kiedyś wspominałam tu o wielofunkcyjności cukinii, zapomniałam wtedy dodać, że poza walorami kulinarnymi ma jeszcze inne , zdecydowanie dekoracyjne.

Cukinia ma piękne kwiaty!

I choć  można je  jeść, a smażone kwiaty cukinii uważane są za przysmak, nigdy jeszcze nie wykorzystałam ich w ten sposób.

Z części  kwiatów nie powstają owoce, więc pewnie mogłabym je zerwać i usmażyć…

Musze spróbować!

Tymczasem  jednak włożyłam je do wazonu!

A do jedzenia przygotowałam drugą tej jesieni zupę z dyni.

To jest moja ulubiona zupa z dyni. Powiem więcej, to najlepsza zupa z dyni jaką jadłam!

Dynia jest bardzo interesującym warzywem, ale jednak  jest trochę nudna, jeśli nie „dosmaczy” się jej jakimś konkretnym akcentem.

Tu kremowa konsystencja zupy wraz z dodatkiem masła orzechowego, chili i białego wina tworzą  naprawdę aksamitny przysmak.

Według mnie najlepszym dodatkiem do tej zupy są po prostu drobne grzanki usmażone na odrobinie oliwy, te grzanki zrobiłam z czerstwej bagietki.

Pikantna zupa z dyni

na około 4 porcje

około kilograma dyni

łyżka masła i około 2 łyżek oliwy do duszenia dyni

2 łyżki masła orzechowego

2 kostki rosołowe drobiowe (albo rosół z kurczaka, wtedy odpowiednio mniej wody)

około 50-75 ml białego wina

ewentualnie odrobina octu winnego, w zależności od kwaśności wina

sól

szczypta cukru

spora szczypta chili

grzanki z pokrojonej w kostkę bułki, bagietki lub chleba tostowego

oliwa do podsmażenia grzanek

Dynie obrałam ze skóry, wybrałam gniazdo z pestkami i pokroiłam dynię na niewielkie kawałki.

Na rozgrzanej patelni stopiłam masło i oliwę, położyłam pokrojoną dynię, dodałam ½ szklanki wody  i dusiłam aż dynia była dość miękka. Dodałam 2 szklanki wody i kostki rosołowe oraz chili i masło orzechowe, dodałam  wino i odrobinę octu winnego, sól, cukier i gotowałam przez moment,  a następnie przełożyłam do blendera i zmiksowałam dokładnie na jednolitą, kremową masę.

Można dodać ewentualnie więcej wody, ale zupa ma być kremowa i dość gęsta.

W czasie, gdy zupa się gotowała przygotowałam na drugiej patelni grzanki, ale można je też przygotować w piekarniku, jeśli wolicie.

Smacznego

Basia

Makaron z tuńczykiem

komentarze 2

To jest ulubiony makaron mojej Córki.

Może nie jedyny ulubiony, ale jest zdecydowanie na początku peletonu 🙂

Kiedy go gotuję,  przychodzi i wyjada kawałki tuńczyka  i  potem trzeba dokładać  do sosu jego kolejną puszkę!

Tak też było i dziś.

W sumie to się nie dziwię, bo też bardzo lubię tuńczyka, który w sosie do makaronu nabiera dodatkowego, wyjątkowego  smaku.

Tym razem do sosu poza cebulą, pomidorami i tuńczykiem dodałam  suszone pomidory.

Prosty przepis, który zawsze wychodzi tak, jak powinien.

Jeśli , podobnie jak my, jesteście amatorami tuńczyka, to koniecznie spróbujcie.

Tagliatelle z tuńczykiem i pomidorami

porcja dla 3 osób

puszka dużych kawałków tuńczyka w oleju (około 180g)

puszka pomidorów bez skórki ( ja dałam pomidory krojone z czosnkiem)

oliwa

kilka suszonych pomidorów w oliwie

średnia cebula posiekana

świeże oregano

sos sojowy

szczypta cukru

pieprz świeżo zmielony

utarty parmezan

około 200g suchego makaronu, ja dałam tagliatelle.

Na gorącą patelnie wlałam olej z puszki z tuńczykiem, dodałam jeszcze trochę oliwy z oliwek.

Wrzuciłam do tłuszczu pokrojoną cebulę. Kiedy się zeszkliła dodałam pokrojone w paseczki suszone pomidory,  a następnie wlałam puszkę pomidorów. Przyprawiłam sosem sojowym i pieprzem. Chwilę całość poddusiłam, na koniec  dodałam tuńczyka z puszki i jeszcze chwilę gotowałam. Ugotowałam makaron w osolonej wodzie,  odcedziłam gdy był al dente i wrzuciłam go do sosu.

Wymieszałam całość.  Porcje na talerzu posypałam utartym parmezanem i dodałam listki świeżego oregano.

Polecam,

Basia

Tortilla Española czyli omlet na tarasie

Brak komentarzy

Ciepły weekend pozwolił na zjedzenie śniadania na tarasie!

Wprawdzie poranki są już chłodne, ale pora weekendowego śniadania wypadła jednak później niż w dzień powszedni  i dzięki temu mogliśmy usiąść do niego na zewnątrz.

Szkoda, że prognozy przewidują od dziś ochłodzenie i deszcz…

Może się nie sprawdzą? Oby!

A wracając do śniadania, zrobiłam bardzo popularny w Hiszpanii omlet z cebulą i smażonymi ziemniakami zwany po prostu tortilla española.

Nauczyłam się go robić,  kiedy przed laty spędziliśmy z Mężem wakacje w Hiszpanii, goszczeni przez kolegę Hiszpana. Kiedy wstawaliśmy  rano (… no może nie tak bardzo wcześnie:-) ), zewsząd docierał zapach smażonych omletów.  Mieszkaliśmy w bloku i wyglądało tak, jakby w każdym mieszkaniu smażono właśnie tortillę.  To bardzo prosty i niezwykle smaczny omlet. Można go zjeść na ciepło na śniadanie albo czasem na kolację, ale można też na zimno. W barach zimna, pokrojona na nieduże kawałki tortilla stała na kontuarze  w charakterze tapas, czyli małej przekąski do wina czy piwa.

Robi się ten omlet niezwykle prosto, choć niezbyt ekspresowo.

Najpierw na rozgrzanym na patelni oleju ( ziemniaki muszą raczej  pływać w tłuszczu)  smaży się ziemniaki pokrojone na cienkie, nieduże plasterki, aż będą w środku miękkie a z wierzchu przyrumienione.

Takie niby małe frytki. Trzeba uważać, żeby ich nie  przypalić. Pod koniec smażenia  należy dodać pokrojoną drobno cebulę i smażyć tylko tyle, żeby się zeszkliła. Jeśli nie jest się pewnym, kiedy dodać cebulę, żeby w jednym czasie cebula się zeszkliła i ziemniaki były już gotowe, można  smażyć obie rzeczy osobno. Po prostu!

Kiedy ziemniaki i cebula są gotowe trzeba wlać rozbite jajka, ja wlewam jajka do blendera i tam je ubijam, dodaję też trochę soli i pieprzu.

Masę należy wylać na gorące ziemniaki i cebulę i smażyć podważając tak, żeby masa jajeczna spływała na spód i ścinała się. W końcu, gdy już nie ma z wierzchu płynnej masy przewrócić na drugą stronę. Ja kładę na omlecie talerz, trzymając go ciągle na omlecie jednym pewnym ruchem odwracam tak, że omlet jest na talerzu a potem zsuwam omlet znów na patelnię, żeby dosmażył się z drugiej strony. To już dosłownie trwa minutę (albo dwie)  i omlet jest gotowy.

Najlepiej smakuje ze świeżymi  pomidorami z cebulą.

Tortilla Española

5 jajek

2 spore ziemniaki  pokrojone w nieduże cienkie plasterki

cebula posiekana drobno

olej do smażenia ( co najmniej kilka łyżek)

sól, pieprz

A na kolejne weekendowe śniadanie mieliśmy drugi już domowy chleb  upieczony przez Córkę,  na własnoręcznie przez nią wykonanym zakwasie. Wyszedł fantastycznie. Wyrósł tak,  jak trzeba. Można z niego było kroić cienkie kromki, które nie rozpadały się  mimo, że był całkiem świeży. A do tego ten chleb z każdym dniem po upieczeniu jest lepszy!

Napiszę o chlebie więcej,  jak nabierzemy więcej doświadczenia w jego pieczeniu. Może po trzecim albo czwartym wypieku.

Basia

Cynamonowa szarlotka

komentarze 3

Niezaprzeczalną zaletą jesieni są jabłka.

Dużo przeróżnych i dobrych jabłek, do jedzenia i pieczenia.

A jeśli jest takie piękne słońce i  ciepło, jak w ciągu ostatnich kilku dni, to nawet nie żałuję minionego lata.

Często się zdarza przez letnie miesiące, że nie jem jabłek niemal wcale. Mam kilka ulubionych odmian, które  zwykle do lata już nie wytrzymują.  W lecie stare jabłka są już niesmaczne i można jeść wyłącznie Granny Smith, te duże zielone. Moimi faworytami są jednak  różne odmiany Koksy.

Kiedy przychodzi jesień i pojawiają się wreszcie  te moje ulubione, mam wrażenie że mogłabym przejść na dietę jabłkową. Nie wiem wprawdzie,  ile bym wytrzymała na tej diecie,  ale wtedy wydaje mi się że długo. Tak jestem spragniona jabłek! W każdej postaci.

Na przykład w szarlotce,  w tarcie albo w innym cieście.

Dlatego właśnie upiekłam cynamonową szarlotkę z kruszonką.

Nie jest to piękne ciasto, które chciałabym podać jako deser  na proszonym obiedzie, kruszy się trochę i rozpada przy wyciąganiu ciepłego jeszcze z formy. Ale takie właśnie jest najlepsze! Pyszniutkie!

Cynamonowa szarlotka z kruszonką

kruchy spód:

240 g mąki

120 g masła zimnego masła

łyżka kwaśnej śmietany

½ łyżeczki soli

3 łyżeczki cukru

2-4 łyżki lodowatej wody

nadzienie jabłkowe:

około 1 kg jabłek obranych i pokrojonych w plasterki

140 g cukru

2łyżki mąki

2 łyżeczka mielonego cynamonu

30 g roztopionego masła

kruszonka:

170 g mąki

110 g białego cukru

60 g cukru demerara

½ łyżeczki soli

90 g zimnego masła pokrojonego drobno albo utartego na tarce

łyżeczka mielonego cynamonu

bułka tarta i masło do formy lub papier do pieczenia.

Ze wszystkich składników ciasta na spód Córka  zagniotła szybko ciasto, dolewając  po łyżce wody. Może się okazać, że wody trzeba mniej lub więcej, stąd takie stopniowe dolewanie.

Ciasto uformowane w kulę i zawinięte w folię czekało w lodówce na swą kolej ( około 15 minut, choć może powinno dłużej 😉  )

Rozgrzałam piekarnik do około200 stopni.

Jabłka obrane, pozbawione gniazd nasiennych  i pokrojone  wymieszałam z innymi składnikami nadzienia i odstawiłam.

Wszystkie składniki kruszonki wrzuciłam do blendera i wymieszałam, powstała taka  wilgotna i sypka masa.

Dno naczynia do pieczenia wysmarowałam masłem i wysypałam bułką tartą.

Ciasto na spód pokroiłam na cienkie plastry i wykleiłam równo dno formy, wywijając brzegi dość wysoko.

Do środka przełożyłam jabłka i wyrównałam wierzch, odsunęłam jabłka od brzegu, żeby się nie przypalały (ale i tak trochę się przypaliło podczas długiego dość pieczenia, co widać na zdjęciu).

Wierzch posypałam równomiernie kruszonką. Wstawiłam formę do piekarnika. Piekłam  najpierw przez około pół godziny i sprawdziłam,  zaczęło się niebezpiecznie rumienić, więc przykryłam folią aluminiową i zmniejszyłam temperaturę w piecu do około 160 stopni. Piekłam ciasto nieco ponad godzinę, a jakieś 10 minut przed końcem  pieczenia zdjęłam z wierzchu folię.

Doskonale smakowało na tarasie w cudnym jesiennym słońcu:-)

Basia

Pierwsza jesienna zupa z dyni

Brak komentarzy

Nasze plony ogrodowe wzbogaciły się wreszcie o dynię.

Dojrzewała sobie spokojnie przez kilka tygodni.

W tym czasie zbieraliśmy cukinie i patisony, dając  czas dyni. Przecież dynia ma być duża!

W rezultacie okazało się, że wcale nie jest duża, ale skoro od dłuższego czasu już nie rośnie, to znaczy że nie będzie większa. Wobec tego została ścięta. Druga dalej dojrzewa sobie w spokoju, to znaczy w ogrodzie.

Ale skoro wreszcie jest dynia, to trzeba coś z niej ugotować , najlepiej zupę.  Pierwszą tej jesieni zupę z dyni!

Dzisiejsza zupa jest jasnożółta, bo taka była dynia. Wprawdzie najbardziej podobają mi się te pomarańczowe, ale nasze dynie są  jasne. Cóż, nigdy nie wiadomo co naprawdę wyrośnie z kupionych nasion …

Ale  nie ma co wybrzydzać, żółta nie jest zła przecież.

Nie sądziłam, że rozkrojenie takiej niewielkiej ( około półtorakilogramowej) dyni będzie aż takim wyzwaniem.

Przebicie się przez jej skórę wymagało czasu i siły.

Udało się ją jednak  rozkroić, potem (również z trudem) pozbawić skóry twardej jak skorupa, wreszcie pokroić.

Kremowa zupa z dyni z sherry i serem gruyere

na około  3 porcje

½ kg obranej i pokrojonej w kosteczkę dyni

1 spory ziemniak pokrojony w kosteczkę

1 nieduża cebula posiekana

2-3 łyżki oleju

mały ząbek czosnku

100ml sherry

kilka kropli octu winnego

50ml śmietanki słodkiej

szczypta mała chili

około 4 filiżanki wody

sól

szczypta cukru

30-50 g sera gruyere

3 pomidorki koktajlowe

świeży tymianek(opcja)

(pomidorek koktajlowy przepołowiony i nieco utartego sera gruyere do każdej porcji)

Na rozgrzanym oleju zeszkliłam cebulę, dodałam czosnek, dynię i ziemniaka i wszystko razem poddusiłam.

Dolałam filiżankę wody,  sherry i  dalej dusiłam aż ziemniaki i dynia były miękkie.

Dodałam resztę wody, zagotowałam,  a następnie przelałam całość do blendera i zmiksowałam.

Doprawiłam solą, szczyptą cukru, odrobiną octu winnego  i słodką śmietanką.

Przelałam do talerzy i do każdej porcji dodałam sera gruyere, połówki pomidorka koktajlowego i kilka listków świeżego tymianku.

Smacznego,

Basia

Gruszka w kuchni i w sosie waniliowym

Brak komentarzy

Będąc dzieckiem zawsze bardzo lubiłam gruszki, znacznie bardziej niż jabłka.

Twarde i słodkie, takie były najlepsze.

Bardzo też lubiłam kompoty z gruszek, jakie moja Mama robiła na zimę. Gruszki w nich były  słodkie i jędrne, takie chrupiące wręcz.

Kiedy planowaliśmy z Mężem  budowę  naszego domu na działce,  będącej kiedyś własnością moich Dziadków,  cieszyłam się, że będę miała w ogrodzie,  tuż obok domu, dwie dorodne grusze Klapsy.

Zleciliśmy więc architektom  zaprojektowanie  domu tak, żeby obie  te grusze znalazły się w pobliżu.

Gdy został dom wytyczony przez geodetów okazało się, że jedna z grusz rośnie dokładnie … w kuchni!

Możecie sobie wyobrazić moje niezadowolenie, delikatnie ujmując.

Cóż, nie było rady, musiałam to przełknąć.

Na szczęście druga grusza rosła tuż przy domu,  rodziła pyszne gruszki  a latem dodatkowo dawała cień.

Pamiętam taką Wielkanoc, kiedy  na czas śniadania wielkanocnego mieliśmy stół ustawiony w ogrodzie właśnie pod gruszą. Był upalny kwiecień,  piękna Wielkanoc!

Niestety grusza starzała się, przestała rodzić owoce, wichura ją złamała  i w  końcu musieliśmy ją ściąć, cóż posadzili ją przecież moi Dziadkowie bardzo dawno temu.

Jeszcze nie posadziliśmy nowej gruszy, ale z pewnością to zrobimy.

Tymczasem gruszki kupuję na straganie.

Nadal najbardziej lubię jeść te twarde i słodkie, ale ciągle lubię też te ugotowane w syropie.

Właśnie z takich lekko ugotowanych w syropie gruszek  zrobiłam ten  deser.

Gruszki w sosie waniliowym

porcja dla 5 osób

5 gruszek dość twardych, ale jednocześnie dających się tak ślisko i lekko obierać  (najlepiej Klapsa)

syrop:

100g cukru

pół cytryny  ze skórą ( pokrojonej na cząstki)

tyle wody, żeby przykryła tylko gruszki

Gruszki przecięłam na pół, obrałam i wyjęłam gniazda nasienne.

Zagotowałam wodę z cukrem, włożyłam do niej cząstki cytryny i gruszki.

Gotowałam przez kilka minut. Moje gruszki były jednak dość  miękkie, więc  nie gotowałam ich zbyt długo, żeby się nie rozpadły. Mają być na tyle miękkie, żeby je kroić łyżeczką,  ale  jednocześnie nie  mogą być rozgotowane.

Gotowe wyjęłam z syropu i zostawiłam na sitku, żeby wystygły i całkowicie odciekły.

Sos

330 ml mleka

100g cukru demerara

4 żółtka

naturalna esencja waniliowa i pasta z wanilii ( stąd widoczne na zdjęciu drobniutkie ciemne kropeczki w sosie)

100ml śmietanki kremówki

łyżka kopiata mąki ziemniaczanej

garść orzechów laskowych posiekanych grubo i uprażonych na suchej patelni

Mleko zagotowałam. W misce ubiłam żółtka z cukrem,  wlałam do nich gorące mleko i miksowałam. Dodałam wanilię. Miskę wstawiłam do naczynia z gotującą się wodą i dalej miksowałam, w śmietance kremówce rozpuściłam mąkę i wlałam do miksowanej masy mleczno-jajecznej, miksowałam dalej, aż całość osiągnęła tak wysoką temperaturę, że masa zgęstniała i nie było czuć mąki. Trwało to dość długo, bowiem ciągle  miskę trzymałam w garnku z wodą . Być może mogłam to zrobić po prostu stawiając masę jajeczną w garnku bezpośrednio na kuchni. Jednak nie chciałam, żeby budyń się przypalił, więc cierpliwie dotrwałam do momentu, kiedy masa zgęstniała i niemal wrzała.

Wstawiłam ją wtedy do zlewu z lodowatą wodą i ostudziłam, ciągle mieszając.

Na talerzykach ułożyłam wystudzone połówki gruszek, polałam sosem waniliowym i posypałam orzechami.

Smacznego,

Basia

Twarożek na śniadanie

Brak komentarzy

Śniadanie musi być proste. Wtedy jest  najlepsze.

Świeża bułka z masłem i jajko. Albo  kanapka z twarożkiem, najlepiej z własnoręcznie upieczonego chleba.

Moje śniadania mogą się wydać nudne i bez polotu, ale właśnie takie najprostsze smaki  dają mi rano najwięcej radości.

Często przygotowuję pasty z twarogu. Odkąd pamiętam, moja Córka zawsze bardzo jej lubiła.

Także moja Mama jest ich zdeklarowaną amatorką, więc kiedy mamy okazję ją gościć u siebie,  zawsze pamiętam o przygotowaniu twarożku na śniadanie, właśnie z myślą o Mamie.

Także mój Mąż wykazuje zainteresowanie pastami z twarogu, on jednak –ku naszemu zdumieniu- polewa je octem balsamicznym! Śmieszne, prawda?

Najczęściej  robię twarożek z cebulką dymką  albo szczypiorkiem, często pomidorem, czasem dodaję  świeżego ogórka albo siekaną bazylię.

Dzisiaj zrobiłam twarożek z dodatkiem suszonych pomidorów i okazało się, że to fantastyczne połączenie.

Z chlebem domowej roboty, pierwszym chlebem mojej Córki zrobionym na własnoręcznie przygotowanym zakwasie, to naprawdę najlepsze jedzenie pod słońcem!

Twarożek z suszonymi pomidorami

250-300 g twarogu ( mój był tym razem kupiony „od baby” na placu, ale często kupuję po prostu tłusty z Hajnówki)

6-8 sporych połówek suszonych pomidorów w oliwie z oliwek ( ja miałam teraz pomidory włoskiej firmy Menu, ale używam często też  pomidorów firmy  Iposea, są dostępne w supermarketach)

mała cebula posiekana

listki świeżego oregano

łyżka majonezu

sól- wg uznania

Przyprawa Włoska (Visana) spora szczypta, albo według uznania

Twaróg rozgniotłam w misce widelcem, dodałam pokrojone w paseczki suszone pomidory, posiekaną cebulę, majonez, sól, przyprawę włoską.

Dodałam listki świeżego oregano.

Mój twaróg był tym razem bardzo wilgotny, gdyby jednak  był bardziej suchy, dodałabym trochę zalewy z pomidorów.

Często przygotowuję  śniadaniowy twarożek wieczorem poprzedniego dnia, jednak  w takiej sytuacji nie dodaję ogórków ( rozmiękną nieprzyjemnie przez noc), a jeśli chcę  dać świeże pomidory, to usuwam z nich gniazda nasienne, żeby  nie był zbyt rzadki z powodu soku z pomidorów.

Cebula , szczypiorek i suszone pomidory mogą spokojnie w serku nocować 🙂

Basia

Jadalne kurki z supermarketu

Brak komentarzy

Lubię grzyby, ale się ich boję. Oczywiście tych trujących.

Nie znam się  na grzybach na tyle, żeby śmiało iść i zbierać je. A właściwie nie tyle tylko zbierać, co potem je przyrządzić.

Częste ostatnio doniesienia medialne o zatruciach i ich tragicznych skutkach sprawiają, że z grzybów wybieram te najbardziej charakterystyczne. Maślaki, podgrzybki, prawdziwki czy kurki.

A najlepiej, jeśli pochodzą  z supermarketu, to pewnie mała szansa, żeby były jakieś trujące.

Kupiłam więc pudełko kurek, bo to przecież grzybowy sezon!

Trzeba korzystać z nich, nawet jeśli to mają być tylko supermarketowe kurki ( a nie pachnące lasem , własnoręcznie zebrane świeżutkie kozaki…).

Z owych kurek postanowiłam zrobić tartę, jako że jest to dość proste danie i w naszym domu bardzo lubiane.

Wobec tego rozgrzałam piekarnik do około 190 stopni.

Kurki  umyłam dokładnie a następnie wrzuciłam na gorącą oliwę, poddusiłam je, dolewając do nich nieco wody.  Dusiłam je około 10 minut a następnie posoliłam.

Na naoliwionej blasze ułożyłam arkusz ciasta francuskiego. Brzegi zrolowałam  troszkę i zawinęłam do środka tworząc nieco wyższy brzeg.

Do nieco przestudzonych kurek dodałam opakowanie ricotty, sporo świeżo zmielonego pieprzu, rozgnieciony ząbek czosnku, skropiłam odrobina octu winnego i wymieszałam.

Masę kurkowo-twarogową wyłożyłam na ciasto francuskie, posypałam utartym parmezanem i wstawiłam do nagrzanego piekarnika.

Piekłam około 20 minut, aż brzegi tarty i wierzch zrobiły się złociste.

Wyjęłam z piekarnika i posypałam listkami świeżego oregano.

Smacznego!

Tarta z ricottą i kurkami

250 g świeżych kurek

250 g ricotty

275 g opakowanie ciasta francuskiego

ząbek czosnku

ocet winny

sól

pieprz

około 30-50 g parmezanu

listki świeżego oregano- opcja

Basia

Facebook

Likebox Slider for WordPress